• Dziedzictwo kultury i przyrody
    Dziedzictwo kultury i przyrody
  • Usługi turystyczne
    Usługi turystyczne
  • Turystyka aktywna
    Turystyka aktywna
  • Kultura
    Kultura
  • Sztuka
    Sztuka
  • Warmiński styl
    Warmiński styl
  • Przewodnik po Warmii
    Przewodnik po Warmii

Krystyna Stasiewicz - Między długami a dwoma królami

Warmia i Mazury, nr 8-9/2001-2002, Między długami a dwoma królami

Zamek w Lidzbarku, wg.F Von Quasta

Powszechnie wiadomo, że Ignacy Krasicki był ulubieńcem ostatniego króla Polski. Młodszy zaledwie o trzy lata od Stanisława Poniatowskiego, wiele miał z nim wspólnego: urok osobisty, otwartość umysłu, zainteresowania, a jako kapelan królewski i autor planu tematycznego „Monitora", pisma lansującego reformy państwa, był Poniatowskiemu szczególnie bliski.

Dzięki staraniom króla został w grudniu 1776 r. koadiutorem biskupa warmińskiego Adama Grabowskiego z prawem następstwa, a po jego śmierci, jeszcze tego miesiąca, biskupem. Sakry udzielił Krasickiemu w kościele Teatynów w Warszawie nuncjusz apostolski Antonio Eugenio Visconti. Na uroczystości obecny był król. Po Nowym Roku biskup Ignacy złożył przysięgę senatorską i od tej chwili zajmował szóste miejsce w senacie. W imieniu nominata obowiązki na Warmii pełnił kanonik Tomasz Szczepański.

Czytaj więcej: Krystyna Stasiewicz - Między długami a dwoma królami

Tamara Bołdak-Janowska - Chodźmy, generale! cz.3

Warmia i Mazury, nr 7/2001, Chodźmy, generale! cz.3

Proza Olsztyna... (czy też Warmii i Mazur; dla oszczędności miejsca będę używać Olsztyn - i w skrócie, O.)... Znowu muszę poruszyć kilka spraw globalnych, abyśmy nie macali ciemności. Zmienię mój punkt widzenia spraw.

Badacze literatury pięknej autorów z Olsztyna uzależniają ją od tematu warmińsko-mazurskiego. Otóż temat nie jest przyczyną doniosłości utworu. Dobra literatura nie zna tematów tabu, natomiast dobrze zna temat jako pretekst.

Literatura zależy od talentu (wiedzy, wrażliwości) autora, lecz także - od istnienia przy niej jej infrastruktury, czyli kompetentnego i uczciwego wydawcy - krytyka - dystrybutora. Bez tego -choćby powstawała i była genialna - jest martwa. Jej czytelnikiem jest piwnica (szafa - strych).

Czytaj więcej: Tamara Bołdak-Janowska - Chodźmy, generale! cz.3

Tożsamość, ludowość, popkultura - wywiad z prof. Wojciechem J. Bursztą

Warmia i Mazury, nr 7/2001, Tożsamość, ludowość, popkultura

Z prof. Wojciechem J. Bursztą, antropologiem i teoretykiem kultury, o potrzebie (lub nie) posiadania tożsamości, o małych i dużych ojczyznach, pozornej integracji i upragnionej wielokulturowości, o Olsztynie jako szczególnej prowincji, syndromie Ślimaka i kosmopolityzmie oraz o kotlecie schabowym i pizzy w przyszłej Polsce rozmawia Joanna Wilengowska.

- Zacznijmy naszą rozmowę od pojęcia „tożsamości". Trudno jest żyć bez udzielenia sobie odpowiedzi na pytania: kim jestem?, gdzie jest moje miejsce?, skąd pochodzę?, do jakiego narodu należę? Czy Polacy będą musieli sobie na nowo na nie odpowiedzieć, pod naciskiem przemian współczesnego świata, zjawisk, takich jak: konsumpcjonizm, postmodernizm, globalizm czy chociażby wobec wstąpienia Polski do Unii Europejskiej?

Czytaj więcej: Tożsamość, ludowość, popkultura - wywiad z prof. Wojciechem J. Bursztą

Agnieszka Jarzębska - Reanimacja

Warmia i Mazury, nr 7 2001, Reanimacja

Na początku maja zeszłego roku stare Rychliki (pow. elbląski) spotkały się z młodymi. I stare, i młocie przyniosły różne, często pożółkłe fotografie, jakieś prawie przedpotopowe sprzęty ze swoich domów. Potem spotykali się ze sobą mieszkańcy dwóch, trzech sąsiednich wsi i rozmawiali o tym, o czym dotąd nie mieli okazji - o korzeniach swoich rodzin, o wspomnieniach. Tak zaczął się urzeczywistniać projekt „Skąd jesteśmy?".

Z dziewiętnasto- i dwudziestowiecznych fotografii w minialbumie, który jest owocem rocznego wdrażania projektu, spoglądają oficerowie z sumiastymi wąsami i całe rodziny o oczach uśmiechających się albo patrzących poważnie w obiektyw aparatu.

Pomysł projektu „Skąd jesteśmy?" powstał w podolsztyńskim Jonkowie, gdy Józef Szkandera dyrektorował miejscowemu domowi kultury. Do dziś miał już dziesięć „odsłon" - we wsiach i niewielkich miasteczkach całej Polski, ale głównie na Warmii i Mazurach.

Czytaj więcej: Agnieszka Jarzębska - Reanimacja

Bronisław Słuda - Śladami boga wojny

Warmia i Mazury, nr6/2001, Śladami boga wojny

Napoleon BonaparteMaria Walewska

Cesarz Napoleon Bonaparte 1 stycznia 1807 roku miał po raz pierwszy ujrzeć podczas przypadkowego spotkania przed karczmą w Błoniu szambelanową Marię Walewską. Siódmego stycznia, podczas prezentacji na zamku w Warszawie, przystanął na chwilę obok „słodkiej Marii". Dziesięć dni później na balu tańczył z nią kontredansa i znacząco uścisnął jej rękę. Zafascynowany jej urodą napisał następnie do „trusi z Walewic" trzy listy, na które nie otrzymał odpowiedzi. Do czwartego Napoleon dołączył wspaniałą broszę z diamentów. Walewską nie przyjęła prezentu, co koła towarzyskie stolicy oceniły jako dowód bezinteresowności, jednak zgodziła się pojechać na zamek „i odtąd bywała już tam każdego wieczora, aż do wyjazdu cesarza z Warszawy".

Czytaj więcej: Bronisław Słuda - Śladami boga wojny

Tamara Bołdak-Janowska - Chodźmy, generale! cz.2

Warmia i Mazury, nr 6/2001, Chodźmy, generale! cz.2

W peerelu istniała centralizacja opinii literackiej. Centrum (stolica) wymuszało i „oceniało" treści pozacentralne. Dziś stolica to ledwie jedno z mnogich centrów literackich - równoważnych. Mówię o tym, bowiem wciąż obserwuję tu zacofane postawy -poddańcze wyczekiwanie pochwał lub nagan od starego centrum, którego już nie ma, i pańskie starostołeczne wywyższanie się w stosunku do prowincji, której już nie ma. Dziś prowincja przestaje być prowincją, jeśli promuje własne talenty, jeśli je rozpoznaje i umożliwia im rozwój. I jeśli posiada natężone życie intelektualne u siebie. Jakże głupie są tu stare postawy - poddaństwo i pańska łaska. Zdajmy się na jakiekolwiek neocentrum samozwańcze, a wyjdziemy na tym jak Zabłocki na mydle. Oto koncern Bertelsmanna rozpowszechnia encyklopedię pt. „Sławni Polacy", edytorsko śliczną, lecz merytorycznie potworną. Nie ma w niej naszego Krasickiego (i nie ma Staszica, ani Kołłątaja). Zagraniczne koncerny (samozwańcze neocentra) robią u nas, co chcą. Nie muszą konsultować się z Olsztynem w sprawie obecności sławnych stąd Polaków w swojej encyklopedii. Olsztyn zaniedbał swoje życie intelektualne do tego stopnia, że się wyzbył prężnego wydawnictwa, własnej promocyjnej dla siebie uwagi. Nasz Krasicki nie istnieje, i tyle. Jak wyglądamy z naszą nagrodą literacką im. Krasickiego? Jak z jakiegoś mało istotnego buszu otóż. Jak mówić w tej sytuacji o literaturze współczesnej! Sobie a muzom? Ale jedźmy.

Czytaj więcej: Tamara Bołdak-Janowska - Chodźmy, generale! cz.2