• Dziedzictwo kultury i przyrody
    Dziedzictwo kultury i przyrody
  • Usługi turystyczne
    Usługi turystyczne
  • Turystyka aktywna
    Turystyka aktywna
  • Kultura
    Kultura
  • Sztuka
    Sztuka
  • Warmiński styl
    Warmiński styl
  • Termy Warmińskie
    Termy Warmińskie
  • Przewodnik po Warmii
    Przewodnik po Warmii

Wywiad z Władysławem Katarzyńskim

Prezentujemy Państwu wywiad z Władysławem Katarzyńskim, redaktorem "Gazety Olsztyńskiej", miłośnikiem historii i kultury Warmii.

Szymon Drej: Czy jest Pan znawcą Warmii?

Władysław Katarzyński: Nie jestem znawcą Warmii, ale raczej jej miłośnikiem. Przy okazji pracy dziennikarskiej cały czas czas ją poznaję. Poznaję Warmiaków - rozmawiamy o warmińskości tej ziemi i o folklorze.

S. D.: Skąd wzięła się ta miłość do Warmii?

W. K.: Z Warmią związany byłem w zasadzie od początku mojej kariery zawodowej. Kiedy skończyłem Studium Nauczycielskie w 1969 roku, inspektor szkolny Jan Jaszczuk skierował mnie do szkoły w Jarotach. Jaroty były wówczas wsią. Szkoła mieściła się w poniemieckim budynku w pobliżu dzisiejszego kościoła, którego wówczas jeszcze nie było. Olsztyn leżał od Jarot w odległości trzech kilometrów, a najbliższe zabudowania Olsztyna znajdowały się na ulicy Pstrowskiego. Dojeżdżałem zatem do tej ulicy z ulicy Jagiellońskiej, a następnie do szkoły szedłem pieszo. Bywało, że jak była ślizgawka, to przyczepiałem się do autobusu i jechałem za nim na łyżwach. To, co mnie najbardziej wówczas w Jarotach zaskakiwało to fakt, że na ulicach bardzo często słyszałem język niemiecki. Nawet dzieci mówiły czasami po niemiecku. Wynikało to z faktu, że ich rodzice i dziadkowie znali i porozumiewali się gwarą warmińską i sami uczyli się w szkole niemieckiej i doskonale znali ten język. Takim też językiem porozumiewali się w domach. Z czasem było takich osób coraz mniej. Wielu Warmiaków wyjeżdżało do Niemiec.

 

Rodziny warmińskie poznałem bardzo dobrze podczas spisu powszechnego ludności, w którym brałem udział. Chodziłem wówczas od domu do domu i ze zdziwieniem stwierdziłem, że około 80% ludności to byli Warmiacy. Poznałem wówczas takich ludzi, jak państwo Behrendt, Bienienda, Preuss, Barczewscy, Sadowscy, Gryn, Gwóźdź, Zimmermann, Jackowscy, Rautenberg, Zakrzewscy. Część tych osób wciąż jeszcze mieszka w Jarotach, jak państwo Pudelscy, siostry Zimmermann, czy pani Bania, ale większość osób, w miarę upływu lat, wyjechała do Niemiec. Ich miejsca zajmowali inni. Dzisiaj można powiedzieć, że Jaroty to rodzaj rezerwatu, gdzie żyje tylko kilka rodzin warmińskich, jak na przykład wspomniana już pani Jadwiga Bania. Jest to z resztą bardzo interesująca postać, która opowiedziała mi bardzo dużo o przeszłości przedwojennych Jarot. Podobnie interesującą postacią jest p. Irena Jackowska. Wyszła za mąż tutaj i wyjechała do Niemiec 20 lat temu. Spotkaliśmy się na statku na Jeziorze Dadaj. Co się okazało, że pani Irena całą drogę śpiewała warmińskie pieśni ludowe. Wszystkie jej córki świetnie mówią po polsku. Ma ona w domu śpiewnik, który liczy sobie około trzystu warmińskich pieśni. Pani Jackowska wraz z rodziną zbierają się wieczorami i śpiewają te warmińskie pieśni. Takich przykładów jest z resztą mnóstwo. Ja sam mogę powiedzieć o wielu moich spotkaniach ze starymi Warmiakami, których znam jeszcze z czasów, gdy uczyłem w szkole w Jarotach. Spotykamy się zazwyczaj przypadkowo. Do niedawna jeszcze okazją do takiego spotkania były mecze piłkarskie, gdzie starzy Jarociacy grali ze współczesnymi Jarociakami.

S. D.: Co ci starzy Warmiacy robią obecnie?

W. K.: Istnieje Związek Byłych Mieszkańców Powiatu Olsztyńskiego w Niemczech. Spotykają się oni na swych "świętach piwa". Ponadto pan Monkiewicz, który ma dom w Jarotach organizuje tutaj spotkania starych Jarociaków. Odbywa się wówczas msza w języku niemieckim. Oczywiście na tych spotkaniach bywa coraz mniej osób, gdyż ci dawni mieszkańcy Jarot po prostu umierają, a ich dzieci nie zawsze tę warmińskość kultywują.
Wracając do Jarot. Pisałem o nich kilkakrotnie. Jaroty pod koniec II wojny światowej spotkała gehenna. Zimą 1945 roku Rosjanie nacierali na Olsztyn właśnie od strony Jarot. Mieszkańcy ukryli się w piwnicy jednego z domów. Wówczas usłyszeli, jak w pobliżu wybuchła cegielnia. Panie Zimmermann widziały uciekających z Kortowa psychicznie chorych, do których strzelano.

Ciekawą jarocką rodziną jest także rodzina Barczewskich, mieszkająca w domu, w którym przed wojną mieściła się polska szkoła. Na ich domu znajduje się tablica z napisem informującym o tym fakcie.

Kiedyś nie rozumiałem Warmii. Myślałem, że tu była tylko polska szkoła, polska kultura. O niemieckiej kulturze Warmii w ogóle się nie mówiło. A przecież funkcjonowała tutaj bardzo ciekawa kultura niemieckich Warmiaków, kultura, której już dzisiaj, niestety, nie ma.

S. D.: Jacy jeszcze ciekawi ludzie związani są z Jarotami?

W. K.: Warto na pewno wspomnieć o arcybiskupie Sterzyńskim, pochodzącym z Jarot. Uczestniczył on w konklawe, które wybrało obecnego papieża. Z Jarotami związany jest także i biskup Gehrmann, który doprowadził do pojednania żołnierzy z Westerplatte i żołnierzy z Kriegsmarine.

S. D.: Po okresie, gdy był Pan nauczycielem w Jarotach, pracował też Pan jako nauczyciel w szkole w Giławach. Jak do tego doszło?

W. K.: Ja zawsze bardzo stawiałem na sport. Niekiedy grając w piłkę spóźnialiśmy się na lekcję polskiego. Ówczesny dyrektor szkoły zaczął z tego powodu trochę krzywo na mnie patrzeć. Z tego powodu podjąłem decyzję o przeniesieniu się do szkoły, w której ten sport był bardziej lubiany. Szkoła w Iławach była oddalona o 21 kilometrów od Olsztyna. Tam spotkałem jeszcze więcej Warmiaków. Był taki okres, kiedy ja tam uczyłem, że w szkole, do której uczęszczało około siedemdziesięcioro dzieci, 80% to były dzieci Warmiaków. W Giławach także spotkałem wiele ciekawych osób: Wermter, Zieliński, Adamczyk, Kese, Schulen, Preuss. Były to bardzo gospodarne, warmińskie rodziny - Warmiacy słynęli ze swej gospodarności. Moje doświadczenia z Giławami były o tyle ciekawe, że na początku lat 80-tych utworzyliśmy tam z panem Ryszardem Wieczorkiem, nauczycielem muzyki kabaret "Ściąga". W 1982 roku, kiedy odbywały się mistrzostwa świata w piłce nożnej w Hiszpanii, w Olsztynie był akurat z wizytą ambasador Hiszpanii. Zadzwoniono do mnie z pytaniem, czy nie mamy jakiejś piosenki związanej z piłką nożną. Napisaliśmy wówczas muzykę i tekst w ciągu jednej nocy. Była to piosenka o polskiej krowie, która wybiera się do Hiszpanii, bo chce zobaczyć corridę. Na tym spotkaniu była też i telewizja. Dzieci tę piosenkę zaśpiewały. Ambasador był zachwycony, chociaż nic z tego nie rozumiał. Wówczas Janusz Ulatowski, operator kamery i Tomasz Śrutkowski, dziennikarz "Gazety Olsztyńskiej" zaproponowali nam zrobienie teledysku. Tak się stało. Teledysk został nakręcony w scenerii giławskiej. Wystąpiła w nim nawet prawdziwa krowa, pożyczona od woźnej szkoły. Teledysk ten pokazano przed meczem Polska-Peru, który wygraliśmy 5:0. Później piosenkę tę puszczano przed każdym meczem. Zaproszono nas nawet do telewizji do Warszawy. Szkoła na Warmii stała się sławna. Redaktorzy z "Przeglądu Sportowego" wylądowali u nas helikopterem. Przywieźli nam wówczas trzy namioty, a każde dziecko otrzymało dresy. Mieliśmy wówczas więcej sprzętu sportowego, niż sami potrzebowaliśmy. Po latach olsztyńskie radio zrobiło ze mną reportaż. Próbowaliśmy odnaleźć te dzieci. Co się okazało? Z dziewięciorga członków kabaretu zaledwie trzech mieszka wciąż na Warmii. Pozostałe osoby mieszkają w Niemczech. Warto dodać, że pięć lat temu rada gminy w Purdzie podjęła decyzję o zamknięciu szkoły w Iławach. Budynek stoi pusty. Władze gminy nie mają pomysłu, jak go zagospodarować. Jest to najsmutniejsze. Tam, gdzie kiedyś występowały teatrzyki szkolne, gdzie toczyło się życie kulturalne, gdzie spotykałem się z Warmiakami, w tej chwili nie mam nawet najnędzniejszej świetlicy w której ludzie mogliby się zebrać. Podobna sytuacja jest z resztą w Jarotach, chociaż tam funkcjonuje jeszcze biblioteka. Przed kilkoma laty mieliśmy pomysł, aby w Jarotach, w dawnej szkole zorganizować wystawę "polskie szkoły na Warmii", gdyż zbiory dokumentujące polskie szkolnictwo są mocno rozrzucone, jest też ich coraz mniej. Przechowywane są często w rozmaitych graciarniach. W ten sposób tracimy skarb naszej własnej tożsamości, własnej kultury. Jesteśmy bowiem spadkobiercami tego wszystkiego, co tutaj zostało. Jest pomysł dyrektora szkoły w Rusi i mój, aby zorganizować sympozjum poświęcone szkolnictwu na Warmii i ciekawym ludziom, którzy się z Warmii wywodzą, lub byli z nią związani, jak chociażby ksiądz Jan Suwała. Nie pochodził on z Warmii, ale pokochał tę krainę i stworzył piękny skansen w Gąsiorowie. Sympozjum te ma być też hołdem dla ludzi, którzy stąd wyjechali, ale czują więź z tą krainą. Takich ludzi jest z resztą bardzo wielu. Dowodem tego może być liczba odwiedzin portalu "Dom Warmiński".

S. D.: Dziękuję za rozmowę.

W kolejnym wywiadzie o który bedziemy prosić P. Katarzyńskiego będzie mowa o twórcach regionalnych i zachowanych skarbach Warmii

Redakcja

Share