• Dziedzictwo kultury i przyrody
    Dziedzictwo kultury i przyrody
  • Usługi turystyczne
    Usługi turystyczne
  • Turystyka aktywna
    Turystyka aktywna
  • Kultura
    Kultura
  • Sztuka
    Sztuka
  • Warmiński styl
    Warmiński styl
  • Termy Warmińskie
    Termy Warmińskie
  • Przewodnik po Warmii
    Przewodnik po Warmii

Bronisław Słuda - Biskup na łowach

Warmia i Mazury, nr 1-2/2001, Biskup na łowach

Herb Krasickich-Rogala

Zasiedziały w Galicji nad Sanem ród Krasickich pieczętował się herbem „Rogala" (po prawej stronie w polu białym róg jeleni, po lewej żubrzy w czerwonym; na hełmie teżsame rogi), i już sam ten fakt powodował, że myślistwo w tej rodzinie traktowano bardzo poważnie. Nie bez kozery mawiano o Krasickich:

Każdy z nich był myśliwy i do szabli sprawny,
Każdy miał sławne konie i był jeździec sławny.

Mimo to, jak twierdzą biografowie, Ignacy Krasicki w młodości był wypieszczonym maminsynkiem i elegantem takiej miary, że przezywano go nawet „księdzem umizgalskim". Gustował raczej w życiu towarzyskim niż w uganianiu się po lasach i wertepach ze strzelbą w ręku.

Zainteresowania łowieckie odnalazł, gdy Krasicki objął rządy na Warmii i osiadł w Heilsbergu (dzisiaj Lidzbark Warmiński). Biskup utrzymywał psiarnię, w letniej rezydencji w Smolajnach nad Łyną miał urządzony zwierzyniec (wiadomo, że trzymano w nim jelenie), zadbał też by polowania dworskie miały godną muzyczną oprawę. Temu celowi służył zespół specjalistów, grających na rogach i trąbkach myśliwskich. Książę biskup lubował się w tego rodzaju muzyce. „Waldhornistów" używano nie tylko podczas polowań. Towarzyszyli oni Krasickiemu w wielu jego podróżach.

 

Zwierzynę „na kuchnię" zamku lidzbarskiego dostarczali etatowi strzelcy. Tego mięsiwa z lasu musiało być sporo, bo u nadwornego pamiętnikarza biskupa (był nim ks. Michał Fox) czytamy: „zwierzyny tego roku tyle mamy, że sarny y zaiące prawie się już przykrzą, a z kuropatw robią same już pasztety".

O jednym z licznych lidzbarskich polowań dowiadujemy się z listu, przesłanego przyjacielowi Lehndorffowi, w którym z humorem zaprawionym autoironią Krasicki pisze: „Ósmego stycznia przyszła księciu biskupowi fantazja udania się na łowy. Zabił zająca, wcale go nie widząc, ale dwaj świadkowie niezwykle doświadczeni, a przytym nieposzlakowanej uczciwości stwierdzili, żem ubił go w całym tego słowa znaczeniu, a książę biskup nie wzdraga się im wierzyć."

Do Lidzbarka zaprasza biskup Ignacy krewniaków z Podgórza: „U nas od czterech niedziel pięknie, chędogo, zielono, słońce świeci, jakby kto go najął, synogarlica jęczy, gołąbek grucha, a skowronki aż ochrypły.... Ja bym rad widzieć w moim domu młodych Krasickich, ale oni rozumieją, że Warmia o cztery mile za Kamczatką i że Prusacy ludzi jedzą". Zachwala, że nie będą się nudzić, bo w lesie smolajeńskim zwierza „moc okrutna". Bratanek Ksawery dał się skusić i nie żałował, bo nie tylko przyjemności użył, lecz ponadto przez bogatego stryja myśliwskim przyborem i strzelbami obdarowany został.

Wyważonych opinii na temat łowiectwa łatwo doszukać się w literackiej spuściźnie Księcia Poetów. Na przykład Pan Podstoli w powieści pod tym samym tytułem powiada: „Zysk polowania największy a pewny, zdrowie; rzadko myśliwy lekarstwo bierze, praca ustawiczna, wstrzemięźliwość, myśl na koniec wesoło zaprzątniona nie daje ani okazji, ani czasu do choroby". Dopatruje się również pożytków wyższego rzędu - obywatelskich: „Młodzież się więc tym sposobem do kunsztu rycerskiego zaprawia, przywyka trudom, hartuje się na niewczasy, nabiera odwagi. Zgoła cokolwiek do wojennego rzemiosła służy, wszystko to w myślistwie znajdzie". Zasługuje ze wszech miar na uwagę mistrzowski monolog głównego bohatera sztuki „Krosienka" zapamiętałego myśliwca Rabusiewicza, który wspomina pogoń z psami za lisem. Najwyższej próby epickiej jest także w „Wojnie chocimskiej" opis żubra, zbudzonego w mateczniku głosem myśliwskiej trąby.

Brak miejsca by przytoczyć powołane wyżej teksty. Trudno jednak odmówić sobie zaprezentowania przynajmniej jednej fraszki Krasickiego, związanej z omawianym tematem:

WABIK
Wabił strzelec tak dobrze, iż zwodził zwierzęta:
Szły na głos, albo raczej na śmierć niebożęta.
On zaś i gubiąc zwierze i ptaszęta liche,
Jeszcze się z nich naśmiewał i podnosił w pychę.
Trafiło się, iż gdy raz z wabikiem polował,
Drugi strzelec, co także na ptaszki czatował,
Głos słysząc, gdy na ten krzyk strzelić się ośmielił,
zamiast ptaszka kompana swojego postrzelił.
I to może być nauką: Gubi się frant swoją sztuką.

Jak wiadomo z korespondencji, biskup Krasicki chętnie uczestniczył w uroczystych, dworskich polowaniach poza granicami Warmii. Wiadomo, że bawiąc w Królewcu uganiał się za łosiami nad Zalewem Kurońskim. Podróżując do wód karlsbadzkich by leczyć reumatyzm, z wielkim upodobaniem goni za jeleniami w gościnie u swego dobrego przyjaciela księcia d'Anhalt-Dessau. A gdy już jako arcybiskup pożegnał się z Warmią, w roku 1796 dwukrotnie brał udział w jelenich łowach, które w lasach nad Elbą urządzał pruski król.

Share