• Dziedzictwo kultury i przyrody
    Dziedzictwo kultury i przyrody
  • Usługi turystyczne
    Usługi turystyczne
  • Turystyka aktywna
    Turystyka aktywna
  • Kultura
    Kultura
  • Sztuka
    Sztuka
  • Warmiński styl
    Warmiński styl
  • Termy Warmińskie
    Termy Warmińskie
  • Przewodnik po Warmii
    Przewodnik po Warmii

Maria Kasprzycka - Hiperborejczycy to my?

Warmia i Mazury, nr 3/2001, Hiperborejczycy to my?

Jacek Wysocki i Karol Piasecki

Do Karola Piaseckiego, antropologa z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego najlepiej pasuje określenie „przyrodnik". Magister ornitologii, doktor antropologii, doktor habilitowany archeologii obu Ameryk. Podczas swoich studiów zahaczył też o astronomię. Pisze artykuły i książki naukowe z szeroko pojętej antropologii oraz przewodniki turystyczne. Podróżuje, fotografuje przyrodę. Na inne hobby już nie ma czasu. Brał udział w badaniach archeologicznych w Peru, w tym także na słynnym z tajemniczych rysunków płaskowyżu Nasca, w Tihuanaco w Boliwii, w Palmirze, w Libanie. Spotykaliśmy się przez lata przelotnie na różnych stanowiskach archeologicznych czy konferencjach. Częściej jednak się rozmijaliśmy. Niedawno dostałam od niego kartkę z Egiptu, a teraz, nagle, zjawił się prosto z Tanais nad Donem. Nie dziwi mnie jego przyjazd. Na Warmię i Mazury wraca jak bumerang.

Od lat spędza wiele czasu na badaniach w północnej Polsce. Z archeologiem Jackiem Wysockim, warmińsko-mazurskim konserwatorem zabytków, współpracuje nad badaniem materiału z ponad dwudziestu stanowisk. Kilka sezonów spędził z dr. Adamem Walusiem w Piórkowie nad Pasłęka, pracował w ekipie prowadzącej wykopaliska w Paprotkach koło Giżycka i z prof. Jerzym Okuliczem-Kozarynem w Weklicach na skraju Wysoczyzny Elbląskiej. Dawniej prowadził też tutaj badania ornitologiczne. W ostatnim sezonie uczestniczył w odkryciu nietypowego pochówku szkieletowego na ciałopalnym cmentarzysku w Sątocznie koło Korsz, słynnym już zresztą z pochówków końskich. Był to najprawdopodobniej grób kobiety z plemienia Gotów, która mieszkała wśród Prusów, lecz jako przedstawicielka odmiennej kultury została pochowana według rytuałów właściwych jej plemieniu. - Goci byli przecież bardzo blisko, na Wysoczyźnie Elbląskiej - odpowiada na moje wątpliwości.

Dziś już nie ma wątpliwości co do kilkuwiekowej obecności Gotów na tym obszarze. Udokumentowane zostały analogie i powiązania z innymi stanowiskami Gotów na południu kraju, na przykład z niesamowitym cmentarzyskiem pod Hrubieszowem. Czaszki również potwierdzają znaczący udział ludności skandynawskiej na Wysoczyźnie - są nieco dłuższe, nie tak masywne, jak starszej, miejscowej ludności.

Dla Karola Piaseckiego Warmia i Mazury to teren niezwykły. Zawsze podkreśla, że mamy tu kolebkę nowych kultur i dokładne przeciwieństwo - to jest niezwykłą i rzadko spotykaną gdzie indziej w Europie trwałość kultur archaicznych. Brak równin i dobrych, żyznych gleb, ich niska produktywność siłą rzeczy powodowały brak gęstego osadnictwa. Gospodarka przez dziesiątki wieków polegała głównie na wykorzystywaniu lasów. Skomplikowane środowisko przyrodnicze o bogatej rzeźbie terenu, intensywne zalesienie, obfitość wód i bagien, sprzyjało trwaniu tu różnych grup osadniczych mimo przemieszczania się po tym obszarze całych ludów.
Swoje wpływy jednak pozostawiły tu olbrzymie ekspansje przynajmniej trzech grup indoeuropejskich i poprzedzająca je ekspansja ugrofińska. Pierwsza, ugrofińska, przyszła z północy i wschodu, w ślad za nią z tego samego kierunku nadeszła bałtyjska, potem germańska z zachodu i północy, na koniec słowiańska z południa i zachodu. W gąszczu puszcz pozostawały rozmaite grupy i plemiona, z których część przetrwała do okresu penetracji krzyżackiej.

Dla doktora Piaseckiego niezmiernie ważna jest rola Bałtyku w rozwoju cywilizacyjnym i kulturowym całej Europy. - Gdyby wykreślić izolinie różnych cech antropologicznych, ich centrum wypadłoby na środku Bałtyku - twierdzi. -Środek morza nie był wszakże nigdy zamieszkały. Oznacza to natomiast, że od prawieków Bałtyk stanowił pomost, a nie barierę dla ludności zamieszkującej jego wybrzeża.

Praprzodkowie nie tylko podróżowali wzdłuż brzegów Bałtyku, ale także w poprzek mare nostrum. Dotyczy to tak Gotów, jak i wielu późniejszych i wcześniejszych kultur. Już w II tysiącleciu p.n.e. wzdłuż Skandynawii pływały długie łodzie żaglowe. Na jej wybrzeżach liczne są petroglify z wyobrażeniami takich łodzi, do złudzenia przypominających klasyczne greckie jednostki. Znaleziono też drewniane szkielety łodzi z resztkami skór, którymi je obciągano. Do dziś nie wiadomo, kto na nich pływał.

Starożytni Grecy pozostawili po sobie mity o Hiperborejczykach - ludzie, zamieszkującym poza boreaszem - wiatrem północnym. Według „Mitów greckich" Roberta Gravesa Hekatajos utożsamiał Hiperborejczyków z Brytyjczykami, Pindar-z Libijczykami. Hiperborejski kult Apolla docierał od Bretanii do Palestyny i Nabatei, a państwa objęte tym kultem stale wymieniały wizyty. Mamy też w micie o królu Midasie opowieść hulaki i satyra Sylena o olbrzymim kontynencie, położonym za rzeką Okeanos, odciętym od połączonego obszaru Europy, Afryki i Azji. Było tam podobno mnóstwo wspaniałych miast, zamieszkałych przez szczęśliwych, długowiecznych olbrzymów, posiadających znakomity system prawny. Wyruszyła tam wielka ekspedycja, by odwiedzić Hiperborejczyków. Po przekroczeniu Okeanosu jej uczestnicy przekonali się, że we własnej krainie jest lepiej i zniechęceni zawrócili.

Jeśli Okeanos utożsamiać z Bałtykiem, to jesteśmy bliżej Skandynawii. A dopłynąć do Skandynawii można także i z południa, przez Bałtyk. Zatem kto wie, czy faktycznie Wysoczyzna Elbląska nie była jednym z centrów starożytnej Północy. Dla mnie nie ulega wątpliwości, że rejon ten posiada genius loci.

Rozważania Karola Piaseckiego nad naszym dziedzictwem kulturowym zawsze sprawiają, że znikają kompleksy i poczucie niższości w stosunku do zachodnioeuropejskiej cywilizacji. - Cóż z tego powiada że na Niżu Europejskim z kamienia zaczęto budować pod wpływem cywilizacji śródziemnomorskiej. Przecież pierwotni Grecy przenieśli swoje doświadczenia z architektury drewnianej na kamień. To widać w kształtach, wzornictwie. Nad Morzem Śródziemnym bardzo szybko pojawiły się problemy z budulcem drewnianym. Nie miały tych kłopotów północne ludy, korzystające z materiału ze wszech miar lepszego i zdrowszego. A jakież to były drzewa. Świerki w skandynawskich fiordach osiągały wysokość 60 m, a i na obszarze południowobałtyckim niekiedy przekraczały 40 m. Dzięki temu można było budować wielkie drewniane konstrukcje. Sprawność i wytrzymałość legendarnych łodzi wikingów też brała się między innymi stąd, że kil statku wytwarzano z jednego kawałka drewna.

Jako archeolog Piasecki od początku interesuje się wykopaliskami w Truso. Niestety, z powodu braku cmentarzyska nic konkretnego nie może jeszcze dziś powiedzieć o antropologicznych korzeniach jego mieszkańców. Badania osady wskazują, że było to w pewnym okresie znaczące protomiasto. Ulokowano je jednak na dość mało stabilnym podłożu, gdzie płytko zalegają warstwy torfu i woda gruntowa. Twierdzi, że nie należy spodziewać się, by mieszkańcy chowali swoich zmarłych w błocie, lecz szukać cmentarzyska znacznie dalej na wysoczyźnie. - Może zwłoki konserwowano i zamrażano, a wspólny pochówek odbywał się raz do roku? Wtedy faktycznie można było transportować je na znaczne odległości. Na przykład do Weklic - pytam, skoro od nich zaczęliśmy nasze spotkanie.

Wek, vik - to w językach skandynawskich: droga, port, zatoka. Można by nawet doszukiwać się toponimicznych skojarzeń. Coraz częściej mówi się dziś o tym, że władza piastowska to też robota wikingów. A może to nasi wikingowie z Truso, jak uprzednio Goci, ruszyli na podbój południa - popuszczam wodze fantazji. Obecnie wydaje się już pewne, że ekspansja państwa Mieszka l odbywała się siłowo. Palono stare grody, obok lokalizowano nowe. Stąd też początkowo tak powszechna nienawiść do Piastów w wielu regionach wczesnośredniowiecznej Polski. Jeśli do tego dodamy pierwszy dokument piastowski „Dagome iudex"...

Spekulowaliśmy dalej. Dagome, według wielu badaczy, to imię na wskroś skandynawskie. Według jednej ze skandynawskich sag słowiański książę zaprosił Wikingów do pilnowania swoich granic. Na przybrzeżnej wyspie wybudowali potężną twierdzę - Jomsborg. Dotychczas przypuszczano, że chodzi o Wolin, ale śladów twierdzy wikińskiej na Wolinie nie odnaleziono. Ze źródeł historycznych natomiast wiemy, że u ujścia Wisły leżała wyspa Santyr, która była jedynym miejscem, o jakie toczyły się boje i potyczki między słowiańskimi władcami a Krzyżakami. Musiał być to zatem strategicznie wyjątkowo atrakcyjny teren, może już od wikińskich czasów. Gdyby wyspa Santyr z twierdzą wikińską znajdowała się w okolicy Drużna, łatwiej byłoby zrozumieć fenomen powstania, rozwoju i trwania Truso. Tak bogata, liczna, prężna osada ulokowana na pograniczu powinna posiadać zaplecze obronne.

- Ta ziemia kryje jeszcze wiele tajemnic czekających na swe wyjaśnienie - podsumował krótko swoje zainteresowanie naszym regionem Karol Piasecki, który, mimo poznania największych i najciekawszych stanowisk archeologicznych całego świata, powraca zawsze na Warmię i Mazury.

Share