• Dziedzictwo kultury i przyrody
    Dziedzictwo kultury i przyrody
  • Usługi turystyczne
    Usługi turystyczne
  • Turystyka aktywna
    Turystyka aktywna
  • Kultura
    Kultura
  • Sztuka
    Sztuka
  • Warmiński styl
    Warmiński styl
  • Termy Warmińskie
    Termy Warmińskie
  • Przewodnik po Warmii
    Przewodnik po Warmii

Maria Kasprzycka - Wędrówki św. Wojciecha

Warmia i Mazury, nr 4/2001, Wędrówki św. Wojciecha

Wojciech Sławnikowic, ostatni potomek możnego rodu czeskiego, konkurującego z późniejszymi władcami Czech - Przemyślidami, zapisał się w historii wielu krajów Europy Środkowej. Późniejszy biskup Pragi i polski święty, poza Czechami i Polską znany pod imieniem Adalbert, był jedną z najbardziej znanych postaci w Europie Środkowej końca pierwszego tysiąclecia.

Postać Wojciecha naprawdę fascynuje emocjami, jakie wzbudzał tak za życia, jak i tysiąc lat po śmierci. Urodził się około 956 roku jako jeden z sześciu synów z chrześcijańskiego związku Sławnika z Libic ze Strzeżysławą. Przeznaczony początkowo do rzemiosła wojennego, po cudownym ozdrowieniu i ofiarowaniu na libickim ołtarzu, wysłany został na nauki do Magdeburga. Przez dziewięć lat bawił się i kształcił w tym gwałtownie rozwijającym się mieście oraz poznawał blichtr i potęgę władzy. Po śmierci ojca powrócił do Czech, gdzie dzięki magdeburskim rekomendacjom i wyświęceniu znalazł się w najbliższym otoczeniu pierwszego praskiego biskupa Dytmara, wiodąc wesołe życie „wytwornego rycerza".

 

Sielski żywot przerwała nagła śmierć biskupa, zaś w wyniku knowań politycznych i zabiegów samego Wojciecha, w maju 983 roku ten niespełna trzydziestoletni lekkoduch sięgnął po sakrę biskupią. Swym poplecznikom, szczególnie Bolesławowi II, zgotował wkrótce pierwszą niespodziankę. Wcześniejsza niefrasobliwość Wojciecha i jego młody wiek pozwalały Bolesławowi przypuszczać, że łatwo mu będzie manipulować swoim biskupem. Nie spodziewał się, że piekielne wizje umierającego Dytmara wstrząsnęły Wojciechem, przemieniając go w doktrynera i gorliwego realizatora potęgi Kościoła.

Wojciech zaczął ingerować w zakorzenione zwyczaje i układy. Zmusił kler do rezygnacji z „puchu, purpury i jedwabiu", zmienił redystrybucję majątku kościelnego, wprowadzając w życie nakaz wspierania ubogich, zwalczał małżeństwa księży i zmuszał ich do pracy. Wkrótce cały podległy kler miał przeciw sobie. Naraził się arystokracji, utrudniając jej małżeństwa krewniacze i wielożeństwo. Kiedy zaczął zwalczać handel chrześcijańskimi niewolnikami, uderzył w jeden z najważniejszych dochodów książęcych. To nie pomagało konsolidującej się władzy. Konflikt z Bolesławem II był nieunikniony.

Przekalkulowawszy to i owo opuścił Wojciech Pragę w 988 roku, udając się oficjalnie na pielgrzymkę do Ziemi Świętej. Dotarł do Rzymu, gdzie cesarska regentka Niemiec Teofano hojnie wynagrodziła mu pozostawiony w Czechach majątek. Nie omieszkał przy tym w odpowiednim świetle przedstawić swojego byłego poplecznika, czyli księcia Bolesława. Skutkiem tego Teofano wkrótce opowiedziała się po stronie naszego Mieszka I w jego konflikcie zbrojnym z Czechami. Brak ordynariusza praskiego tylko pogarszał sytuację Bolesława, zaś Mieszko oficjalnie zaczął występować jako sojusznik cesarstwa niemieckiego.

Jednakże w 992 roku specjalnie zwołany synod nakazał Wojciechowi powrót do Pragi. Bolesław liczył, że biskup upomni się o zajętą przez Mieszka część swojej diecezji, bowiem sam stracił nadzieję na odzyskanie Śląska. Lecz znów się przeliczył - Wojciech był przede wszystkim Sławnikowicem, a ponowne przyłączenie Śląska do Czech spowodowałoby otoczenie państewka jego braci ziemiami Przemyślidów. Poza tym pogłębiający się fundamentalizm Wojciecha spowodował ponowne konflikty z księciem i arystokracją. W efekcie Wojciech znów opuścił Pragę, a Bolesław II wykorzystując wojnę Ottona III z Lucicami zlikwidował i podporządkował sobie państewko Sławnikowiców, mordując młodszych braci biskupa.

W tej sytuacji powrót Wojciecha do Pragi był niemożliwy, zatem papież zwolnił go z tego obowiązku, w zamian za misję głoszenia wiary obcym i nieochrzczonym. Po długich targach ustalono marszrutę. Ten atrakcyjny prezent polityczny dostał się Bolesławowi Chrobremu.

Chrobry przekonał Wojciecha, by wyruszył do kraju Prusów. Ambitny i waleczny władca Polski przejawiał dziwnie bierny stosunek w sprawie swego północnego pogranicza. Bo też i sąsiedztwo było trudne. Prusowie byli bitni i potrafili zbudować w sprzyjającym sobie terenie znakomity system obronny. Rozproszona struktura władzy stawiała pod znakiem zapytania możliwość siłowego opanowania terenów Prusów podczas militarnej ofensywy. Zdecydował się zatem Chrobry na penetrację polityczną i ekspansję kulturowo-ideologiczną.

Wysyłanie pokojowych misji chrystianizacyjnych było ówcześnie powszechnie stosowaną metodą osłabiania trudnych sąsiadów. Wojciech zapewne zdawał sobie sprawę z królewskich i cesarskich intencji, sam jednakże chciał przede wszystkim krzewić idee chrześcijaństwa.

Chrobremu bardzo zależało na powrocie Wojciecha, dlatego tak troskliwie przygotował wyprawę i przestrzegał misjonarzy oraz swoich wojów, by nie prowokowali konfliktów. Determinacja Wojciecha przyniosła jednak tragiczny skutek. Po pierwszym, nieskutecznym ostrzeżeniu został przez Prusów zgładzony. Pokrzyżowało to plany politycznych przyjaciół, lecz szybciutko postanowili zdyskontować to inaczej. Rozpoczęła się - kto by przypuszczał, że tysiącletnia - „kontynentalna gra kośćmi męczennika".

Dyskusja na temat przebiegu misji pruskiej św. Wojciecha i miejsca jego śmierci trwa. Ustalenie tych faktów jest bardzo skomplikowane, mimo istnienia relacji naocznych świadków tych wydarzeń.

Najpoważniejszymi źródłami podającymi przebieg misji są teksty, zwane Vita I (999 r.) i Vita II (1002-1004 r.), spisane zapewne przy udziale uczestnika misji - Radzima-Gaudentego, przyrodniego brata Wojciecha.
Przekaz z Vita I jest bardzo lakoniczny i zawiera niewiele wskazówek topograficznych. Święty Wojciech wyrusza z Gdańska. „Szybko płynąc przebywa drogę i po kilku dniach wysiada na brzeg morski (...). Wtedy (...) wchodzą [z towarzyszami podróży - Gaudentym i Benedyktem] na małą wyspę, która otoczona wijącą się małą rzeką przedstawia się przybyszom jako krąg.(...) Potem zaś przeprawił się na drugi brzeg rzeki, gdzie pozostał przez sobotę. Pod wieczór zaś pan osady zaprowadził tam Bożego bohatera Wojciecha. (...) tej samej nocy wsadzono ich do łódki, popłynęli z powrotem i wylądowawszy pozostali pięć dni w pewnej wiosce". (Vita I, 28). „Już przy różowym brzasku dzień wstawał, gdy oni w dalszą ruszyli drogę (...). Minąwszy knieje i ostępy dzikich zwierząt, około południa wyszli na polanę".(Vita I, 30).

Niewiele więcej danych dostarcza relacja przytoczona przez Brunona z Kwerfurtu w Vita II. „Po niewielu dniach żeglugi [od wyruszenia z Gdańska] docierają na fali morskiej do ziemi Prusów (...). Żeglarze spiesznie wysadzają na ląd święte brzemię i pod osłoną nocy bezpiecznie uciekają z powrotem. (...) Wstąpił więc rycerz Boży na niewielki kawałek ziemi, który miał wygląd wyspy, gdyż opływały go fale rzeki. Tam pozostali kilka dni". (Vita //,24) „Najpierw znienacka przybywa w małej łodzi garstka ludzi, wyskakują na ląd, mamroczą nie wiadomo co po barbarzyńsku, zioną straszliwym gniewem i szukają przybyszów. (...) Wypędzeni przychodzą na targ, gdzie napłynęło mnóstwo ludzi. (...) [Wojciech] z zapałem rusza w drogę, by wyjść z niebezpiecznej okolicy". (Vita II, 25).
Już w XIX w. powstały dwie hipotezy, różnie lokalizujące miejsce misji. Starsza z nich, nazwana „sambijską", została uzasadniona po raz pierwszy w syntezie dziejów Prus Johannesa Voigta w 1827 r. Autor zlokalizował miejsce lądowania łodzi z misjonarzami u ujścia Pregoły, na południowym wybrzeżu Sambii. Miejsce śmierci św. Wojciecha zidentyfikował z miejscem zlokalizowania kaplicy pod jego wezwaniem, wybudowanej w XV wieku w miejscowości Tenkitten u północnej nasady Mierzei Wiślanej.

Po opublikowaniu w 1860 roku nowo odkrytej wersji żywota Wojciecha Sławnikowica - Vita II, tj. „Passio Sancti Adalberti", F. W. F. Schmidt przedstawił w artykule „Zur Adalbertus-Frage" w 1875 roku koncepcję „pomezańską", w której lokalizował miejsce misji św. Wojciecha w rejonie ujścia rzeki Dzierzgoń do jez. Druzno. W następnych latach obie hipotezy doczekały się licznych komentarzy, zaś pomiędzy ich zwolennikami wybuchła gorąca dyskusja, trwająca w zasadzie do dziś.

W latach sześćdziesiątych Stanisław Mielczarski, analizując dokładnie wszystkie przekazy dotyczące misji, opowiedział się za koncepcją, określającą wschodni brzeg jeziora Druzno jako miejsce docelowe misji. W swoich rozważaniach przyjął, że istniały dwie możliwe drogi wodne z Gdańska do tych terenów. Jedna prowadziła wewnętrznymi wodami Zalewu: najpierw ramionami Wisły i dalej wodami jeziora Druzno. Druga wychodziła na wody Zatoki Gdańskiej i trafiała do rynny na Mierzei Wiślanej. Według Mielczarskiego wybrano zapewne tę drugą, gdyż pora roku nie pozwalała na swobodną żeglugę wodami Wisły w rejonie delty. Trzydzieści lat, które upłynęły od opublikowania rozważań S. Mielczarskiego do rozpoczęcia badań archeologiczno-geologicznych programu „Adalbertus", prowadzonych pod kierownictwem prof. Przemysława Urbańczyka, nie przyniosło żadnych dodatkowych danych, bowiem nie podjęto w tym czasie badań, zmierzających do weryfikacji jego propozycji. Spór wokół wyprawy misyjnej św. Wojciecha koncentrował się zatem na interpretacji zapisów historycznych.
Prowadzone w ostatnich latach wielokierunkowe badania Żuław Elbląskich i Mierzei Elbląskiej potwierdziły, że zmiany klimatyczne na przełomie tysiącleci wpłynęły na zmiany stosunków wodnych na Żuławach Elbląskich. Po okresie względnej stabilizacji od około 1200 do około 1100 lat temu, w którym przypadło żeglować Wulfstanowi do Truso, nastąpił gwałtowny wzrost wilgotności klimatu przy wzroście średnich temperatur. Wody stały się niespokojne i burzliwe. Rzeka llfing, łącząca sto lat wcześniej Zalew Wiślany z jeziorem Druzno, została wchłonięta przez ponownie połączony, rozległy zalew morski. Tak więc mógł Wojciech z towarzyszami płynąć z Gdańska wzdłuż wybrzeża morskiego, wpłynąć przerwą w Mierzei Wiślanej na Zalew Wiślany i stąd udać się na południe. Pokonanie trasy wodnej z Gdańska do północnych brzegów Druzna, nawet w sprzyjających warunkach atmosferycznych, mogło wymagać kilku dni żeglugi. A w takim razie to pramieszkańców warmińskiej ziemi nawracał nasz pierwszy święty.

Share