• Dziedzictwo kultury i przyrody
    Dziedzictwo kultury i przyrody
  • Usługi turystyczne
    Usługi turystyczne
  • Turystyka aktywna
    Turystyka aktywna
  • Kultura
    Kultura
  • Sztuka
    Sztuka
  • Warmiński styl
    Warmiński styl
  • Termy Warmińskie
    Termy Warmińskie
  • Przewodnik po Warmii
    Przewodnik po Warmii

Elżbieta Kaczmarek - O diabłach

Bohdan Baranowski pisze: „Zjawiskiem powszechnie znanym niemal u wszystkich ludów na wszystkich kontynentach była, a niekiedy jest jeszcze do dziś, wiara w możliwość wyrządzania zła  lub dobra przy pomocy czarów. W zależności od stopnia rozwoju kultury materialnej, religii, tradycji, zwyczajów, a także specyfiki geograficznej, gospodarczej i społecznej wierzenia te przybierają odmienny charakter”. Na terenie Polski wiara w czary wyrosła z pogańskich wierzeń w możliwość sprowadzenia zła lub zapobieżenia mu przez zastosowanie różnorodnych środków magicznych. Wierzenia te, po wprowadzeniu chrześcijaństwa, krzyżowały się często z chrześcijańskim symbolem zła – diabłem. W okresie średniowiecza, i później czary uprawiane były często przy pomocy diabła i karane były paleniem na stosie. Pewne elementy tej wiary i tych praktyk, mimo prześladowań, zachowały się do dnia dzisiejszego.

 

Usprawiedliwieniem dla prześladujących osoby podejrzane o uprawianie czarów były słowa zapisane w Księdze Mojżesza : „Czarownicy żyć nie dopuścisz” i „ Mąż albo niewiasta, w którychby był duch czarnoksięski albo wieszczy, śmiercią umrą: kamieniem ukamionują ich, krew ich będzie na nich”. Polska nie stanowiła w tym względzie wyjątku wśród państw kontynentu europejskiego. W 1851 r. w jednym z ówczesnych pism francuskich opublikowano artykuł, którego autor relacjonuje sposoby obrony przed czarownikami. Chronić ma garść soli rzucona pod nogi osobie podejrzanej o czary. Czarownik może sprowadzić chorobę bydła, spowodować, że masło nie chce się ubić albo zaszkodzić zasiewom. Czarownik charakteryzuje się tym, że na piersi nosi krzyż św. Benedykta, a torbie księgi czarodziejskie. Raz do roku odbywa się zlot czarownic – Sabat, na który czarownice przybywają zmienione w białe zające lub w czarne koty. W każdej francuskiej wsi mieszka co najmniej jedna kobieta uważana za czarownicę.

Podobnie działo się w Niemczech, zwłaszcza w ich części katolickiej. W jednej z relacji występuje informacja o tym, że pewien gospodarz z bawarskiej wsi, któremu zaczęło chorować i padać bydło uznał, iż dzieje się tak za sprawą czarów. Wezwał więc miejscowego wikarego, aby odprawił egzorcyzmy. Wikary odprawiał je kilkakrotnie, ponieważ jednorazowe „odczynianie” nie poskutkowało. Charakterystyczne było również wśród ludzi przekonanie o szczególnej skuteczności tego rodzaju zabiegów w wykonaniu księży katolickich, których prosili o pomoc również nie katolicy. W średniowieczu, o czym wspominają również autorzy „Młota na czarownice”, grzechem było nie wierzyć w istnienie czarów i czarownic. Pisze o tym również  Chmielowski w „Nowych Atenach” : „ w konkluzji o tej materji przyznam się, iż się gorszę niepomało   z tych katolików, którzy cale negują, aby czarnoksięstwa i czary miały się znajdować; niektórzy twierdzą, że nawet i czartów niemasz”.

Pierwsza rozprawa sądowa w procesie o czary odbyła się w Polsce w Poznaniu w 1544 r. Wyrok wydano na Dorotę Gieczkową oskarżoną o praktyki czarodziejskie mające na celu odnalezienie złodzieja, który ukradł pieniądze pani Kierskiej. Gieczkową, zgodnie z prawomocnym wyrokiem, spalono na stosie. „poszukiwanie” złodzieja odbyło się w ten sposób, że oskarżona lejąc wosk na wodę odmawiała trzy razy Zdrowaś Mario i raz Wierzę w Boga, a następnie wygłosiła inwokację, w której prosiła Matkę Boską i Chrystusa o pomoc w odnalezieniu winnego. Po tej ceremonii ukazał się złodziej – służący pani Kierskiej i skradzione pieniądze. Oskarżona zeznała także, iż na prośbę innej kobiety oczarowała mężczyznę, aby się w niej zakochał. W 1559 r. sąd poznański rozpatrywał sprawę dwóch kobiet, które starały się o uzyskanie powroza, na którym wieszano skazańców, pomocnego w czarach mających zapewnić zwiększenie liczby klientów na miód pitny. Drugim ich przewinieniem były czary mające wzbudzić miłość kawalera do niejakiej Kachny. Użyły do tego celu nici przędzionych na opak, którymi owinęły nowy grzebień i spaliły. Następnie lały wosk na ogień, a kawalerowi podały do picia ugotowane oczy wyłupione żywemu gołębiowi. Ukarano je za te czyny smaganiem i wypędzeniem z miasta. W 1616 r. w tymże Poznaniu prowadzono śledztwo przeciwko zielarce podejrzanej o czarowanie przy pomocy ziół. Kroniki nie mówią o efektach owego śledztwa. W 1625 r. ławnicy miasta Kozienice wydali wyrok na 7 kobiet oskarżonych o spowodowanie suszy. W 1648 r. w Turku skazano na spalenie dwie kobiety oskarżone o przymierze z szatanem. Podobny wyrok zapadł   w 1664 r. w sprawie Agnieszki Podgolanki, która „ udała się do złych spraw i czartowskich konwersacji z innemi towarzyszkami swemi, że na miejscu niezwyczajnem z duchami, majestatowi boskiemu przeciwnemi, zażywała biesiady i ludziom szkodziła na zdrowiu”. Przykłady tego rodzaju można by mnożyć, podobnie jak opowieści o rezultatach czarów i spotkaniach z różnymi złymi mocami. Doświadczył tego min. krakowski krawiec, który pracował do późna. Nagle zauważył, że przez szparę w oknie wsuwa się do pokoju źdźbło słomy. Przeciął je nożycami, a rano zobaczył przeciętą na pół kobietę. Domyślił się oczywiście, że była to zmora.

Czarami można było sprowadzić suszę, spowodować pomór bydła, sprawić, że krowy przestawały dawać mleko, masło się psuło, ser obłaziło robactwo. Oskarżonym o czary mógł zostać każdy kto zachowywał się w sposób nietypowy – np. zbierał patyki na drodze, przechowywał w domu ususzonego nietoperza, zbierał zioła itp. Często wystarczało samo oskarżenie słowami, by człowieka aresztować i wziąć na tortury. Torturowany oczywiście zeznawał tak jak sobie życzył trybunał. Stosowano także próbę wody, co polegało na tym, że domniemaną czarownicę  związaną wrzucano do wody. Niezależnie od wyniku tej próby uważano ją za czarownicę – gdy utonęła   oznaczało to, że spotkała ją zasłużona kara, gdy nie utonęła znaczyło to, że jest czarownicą, bo związany człowiek nie może przecież pływać.

Racjonalistycznie podchodzący do życia wiek XIX wcale nie położył kresu karaniu czarownic, choć już proceder ten nie miał sankcji państwowej. W czasopiśmie „Wisła” znajdujemy takie relacje: w 1836 r. we wsi Chałupy przez 10 dni cała wieś pod przewodnictwem sołtysa znęcała się nad kobietą podejrzaną o czary głodząc ją bijąc, a wreszcie topiąc. W 1872 r. we wsi Dziurkowo pow. Stanisławów uznano, iż długotrwała susza jest sprawką czarownic. W związku z tym wójt zarządził pławienie w rzece wszystkich kobiet w celu wykrycia czarownicy. Nie pomogły protesty miejscowego proboszcza. Wszystkie kobiety, pod groźbą kary pieniężnej, spędzono nad rzekę i tam rozebrane do naga i związane wrzucano do wody. Żadna z kobiet wprawdzie nie utonęła, ale wiele z nich rozchorowało się po tej „próbie wody”. Również nasz region nie był wolny od tych patologii. Jak wiadomo w Reszlu spalono ostatnią w Europie czarownicę.

Kończąc ten krótki przegląd walk z czarownicami należałoby powiedzieć jak właściwie wyglądały te postacie. Otóż czarownica ma postać starej kobiety, ale duszę diabelską. Jest przebiegła, inteligentna, a mądrości nabiera obcując ze „starszymi koleżankami po fachu”. Czarownica jest zimna w dotyku, obojętna uczuciowo, unika pracy. Zajmuje się jedynie badaniem tajemnic i sił przyrody. Jest wszechwiedząca i wszechmocna, ale wykorzystuje te możliwości jedynie na szkodę ludzi. Potrafi zamienić się w zwierzę : kota, świnię, psa, nietoperza. Swą szkodliwą działalność rozpoczyna o północy. Na łąkach wydeptuje i wyrywa kwiaty, latając w powietrzu zbiera grad i gwiazdy. Plony niszczy zsyłając grad lub posuchę. Raz do roku czarownice spotykają się na Łysej Górze pod przewodnictwem najstarszej wiedźmy. Mogą też odebrać blask gwiazdom lub zupełnie je unicestwić.

W naszym regionie umiejętność czarowania przypisywano z reguły kobietom. Od zwykłych ludzi odróżniały je złe, kose lub czerwone oczy albo w kącikach oczu malutkie figurki kozłów. Potrafiły zmieniać się w psa, kozę, węża, kota, a najczęściej w ropuchę. To zwierzę z resztą nazywa się gwarowo czarownicą. Czarownicę można rozpoznać albo po oczach, albo patrząc na nią przez bronę. Ksiądz może ją dostrzec patrząc przez monstrancję. Można też pobić zwierzę, podejrzane o to, że jest wcieleniem czarownicy, a następnie obserwować kobiety. Ta, która jest posiniaczona to niewątpliwie czarownica. Czarownica w czasie procesji nie może obejść trzykrotnie kościoła. Czarownice noszą na głowie skopek na mleko zamiast chustki, ale widać to tylko, gdy patrzy się przez bronę lub przez monstrancję. W takim nakryciu głowy czarownice latają na Łysą Górę. Swoją władzę czarownice czerpią od diabła lub z siódmej księgi Biblii, czyli księgi diabelskiej. Władzę tę przekazują córce, młodszej siostrze lub wychowance, którą sobie wybierają.

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Share