• Dziedzictwo kultury i przyrody
    Dziedzictwo kultury i przyrody
  • Usługi turystyczne
    Usługi turystyczne
  • Turystyka aktywna
    Turystyka aktywna
  • Kultura
    Kultura
  • Sztuka
    Sztuka
  • Warmiński styl
    Warmiński styl
  • Termy Warmińskie
    Termy Warmińskie
  • Przewodnik po Warmii
    Przewodnik po Warmii

Między Polską, a Zakonem

Spośród czterech biskupstw, powołanych do życia w roku 1243, jedynie biskupstwo warmińskie miało przed sobą długą i świetną karierę. Pozostałe bowiem – chełmińskie, pomezańskie, sambijskie, zostały szybko wchłonięte przez agresywne państwo krzyżackie – od początku Zakon bezprawnie zawarował dla siebie decydujący wpływ na obsadę biskupich stanowisk, tym samym zupełnie je od siebie uzależniając. Także i Warmia, podzielona na komornictwa: wartemburskie, braniewskie, jeziorańskie, lidzbarskie, orneckie, reszelskie, dobromiejskie, oraz fromborskie, olsztyńskie i melzackie, pozostawała wówczas pod zwierzchnością Zakonu. Początkowo z resztą, w latach 1243-1251, nowopowstałym biskupstwem zarządzał Henryk von Strittberg, Krzyżak, który dopiero po tym okresie ustąpił stanowiska pierwszemu biskupowi warmińskiemu - Anzelmowi (1251-1278).

Jednakże kolejni ambitni biskupi warmińscy nie zawsze chcieli słuchać rozkazów krzyżackich mnichów. Na Warmii istniał z resztą jeszcze jeden, obok biskupa, czynnik polityczny. Tym czynnikiem była kapituła – korporacja duchowna i instytucja publiczna powołana do życia jeszcze przez Anzelma. W skład kapituły wchodziło szesnastu kanoników, a na ich uposażenie zostały oddane trzy biskupie komornictwa – fromborskie (gdzie mieściła się siedziba kapituły), olsztyńskie i melzackie (pieniężnieńskie). Kapituła liczyła się jako czynnik polityczny przede wszystkim dlatego, że dokonywała wyboru biskupa, pełniła oprócz tego szereg innych ważnych funkcji na podległym sobie terenie. Logicznym zatem krokiem, podjętym przez Krzyżaków, było obsadzenie kanonii swoimi ludźmi, a tym samym zdobycie władzy nad całym biskupstwem. Tak stało się w biskupstwie chełmińskim, gdzie po śmierci pierwszego biskupa – Heidenryka biskupem został Krzyżak Fryderyk von Hausen, a cała kapituła, porzuciwszy regułę augustyńską, przyjęła tak regułę, jak i strój krzyżacki. Podobnie stało się w Pomezanii i na Sambii.

Zakusom krzyżackim oparło się jedynie biskupstwo warmińskie. Udało się to m.in. dlatego, że Warmia zachowała świecki charakter swojej kapituły, co uniemożliwiało wprowadzanie do niej krzyżackich mnichów, a także, w późniejszym okresie, dzięki sprytnej polityce biskupów wygrywania Zakonu przeciw Polsce i odwrotnie. Zdołali zatem biskupi Warmii utrzymać względną niezależność, balansując niebezpiecznie między potęgą polskiego króla z jednej, a Wielkiego Mistrza z drugiej. Dlatego w połowie XV wieku Jan Plastwich, dziekan kapituły warmińskiej mógł, nie bez dumy, napisać: Ziemie Kościoła naszego Zakonowi nie podlegają [...] Pan Wielki Mistrz i jego Zakon są tylko naszymi opiekunami.

Sytuacja Warmii zmieniała się w miarę, jak w sporze polsko-krzyżackim górę zaczęła brać Polska. Polityka neutralności nie wchodziła już wówczas w rachubę, toteż Warmia bardziej jeszcze niż dotychczas zbliżyła się do Królestwa Polskiego. Na mocy zawartego w 1466 roku tzw. traktatu toruńskiego, kończącego trzynaście lat krwawych zapasów między Polską, a Zakonem, dominium warmińskie znalazło się w granicach Korony. Nie znaczy to jednak, że zostało doń wcielone. Król Polski zgodził się na pewną autonomię Warmii. Przyrzekł to w zawartym dwa lata wcześniej pokoju zawartym z biskupem i kapitułą (zauważmy, że biskup wystąpił tutaj jako samodzielny podmiot prawa międzynarodowego!), w którym zobowiązał się, że będzie ich [...] we wszystkich przywilejach, wolnościach, prawach [...] zachowywać i ich samych, jak i każdego z nich osobna w prawie tym utrzymywać i bronić.

Kolejne lata jeszcze bardziej zespoliły Warmię z Królestwem Polskim. W 1467 roku Kazimierz Jagiellończyk odmówił uznania biskupa Mikołaja Tungena, stronnika Krzyżaków. Ten jednak przy wsparciu zbrojnym Zakonu zawładnął Warmią, skąd wygnał polskie załogi. Jednocześnie Krzyżacy zaatakowali Ziemię Chełmińską. W odpowiedzi Jagiellończyk w 1478 roku opanował zbrojnie biskupstwo w krótkiej, acz wyniszczającej kampanii zwanej „wojną księżą”. W jej efekcie Tungen wraz z Zakonem ukorzyli się przed monarchą polskim, uzyskując przebaczenie. Skutkiem tego był dokument niezwykłej wagi, zwany układem piotrkowskim. Potwierdzał on bowiem fakt inkorporacji Warmii do Korony, zaś samego biskupa ustanawiał królewskim radcą, obowiązanym do składania królowi przysięgi. Jego poddani, gdyby biskup odmówił zaprzysiężenia wierności Polsce, mogli wypowiedzieć mu posłuszeństwo. Od tej pory biskupem warmińskim musiała nadto zawsze zostawać osoba miła królowi polskiemu. Ten ostatni punkt traktatu zmodyfikowano raz jeszcze, w 1512 roku, aby usunąć różnice interpretacyjne między kapitułą, która nie wyrzekła się ambicji samodzielnej polityki, a polskim władcą. Kanonicy zostali wówczas zobowiązani po śmierci swego biskupa przedstawiać monarsze polskiemu listę członków kapituły wraz z życiorysami. Z listy tej wybierał król czterech kandydatów na zaszczytne i dochodowe „księstwo warmińskie”. W praktyce faworyt króla był wpisywany na pierwszym miejscu listy, zaś wysłannicy królewscy udawali się do siedziby kapituły – Fromborka i groźbami, oraz szantażem wymuszali wybór kandydata „miłego” polskiemu władcy. Polityka to może nieco brutalna, ale jakże skuteczna!

Naciski króla na kapitułę nie były jednakże kaprysami władcy, ale wynikały z zapobiegliwości i stałej troski polskiego monarchy o to tak ważne dla Korony biskupstwo, bezpośrednio zagrożone przez zakusy Krzyżaków. Ci bowiem nie ustawali w próbach opanowania dominium warmińskiego. Dokonać tego starali się zarówno militarnie, jak i na drodze intryg, podburzając biskupa i kapitułę przeciw Polsce. Jeszcze niemal w "przeddzień" końca pruskiej linii Zakonu Krzyżackiego, podczas ostatniej wojny polsko-krzyżackiej w latach 1519-21, biskup warmiński - Fabian Luzjański usiłował zachować neutralność nie angażując się czynnie po stronie polskiej. Paktował nawet z Wielkim Mistrzem Albrechtem za plecami Zygmunta Starego i, wyjeżdżając na sejm królewski do Torunia, przyrzekał Albrechtowi informować go o wszystkim, cokolwiek złego dla Zakonu mogłoby zostać tam podjęte.

Polska była jednak wówczas zbyt silna, aby biskup Warmii długo mógł  przewlekać opowiedzenie się po stronie polskiej. Kiedy zaczęto na niego patrzeć podejrzliwie, nie mając wyjścia poparł Zygmunta Starego. Liczył, że potęga króla szybko zakończy działania wojenne. Istotnie, nie trwały one długo - rozejm zawarty w 1521 roku trwał aż do sekularyzacji Zakonu w 1525 roku. Warmia jednakże wyszła z tej wojny niezwykle spustoszona. To ona bowiem stałą się głównym teatrem działań zbrojnych. Zarówno wojska krzyżackie, jak i oddziały polskie pustoszyły gospodarstwa, rekwirowały dobytek, paliły miasta. Krzyżacy nadto, na polecenie Wlk. Mistrza, celowo i metodycznie puszczali z dymem liczne warmińskie wioski. Bilans strat był ogromny - na terenach, przez które przechodzili krzyżaccy zaciężni po wojnie opustoszała niemal połowa gospodarstw. Potrzeba było aż 40 lat, by nowa kolonizacja, prowadzona m.in. przez Mikołaja Kopernika, który mianowany został nawet specjalnym "komisarzem Warmii", przywróciła zrujnowanej prowincji dawny stan liczebny ludności. Biskup i kapituła wszelkimi sposobami starali się pozyskać nowych osadników - wydłużyli okres wolnizny z 3 nawet do 15 lat, ponadto, co było bardzo korzystne dla nowych mieszkańców, zamieniali opłaty w naturze na czynsz pieniężny. Z tego powodu na Warmię ruszyła wówczas fala osadnicza złożona z ludności rekrutującej się głównie z Polaków z Mazowsza. ta "polska kolonizacja" miała w przyszłości ogromne znaczenie dla dalszych trudnych dziejów Warmii.

Pomimo ostatecznej likwidacji Zakonu Krzyżackiego w Prusach i stworzenia świeckiego księstwa będącego lennem Polski, pomimo ostatecznego zespolenia biskupstwa warmińskiego z Koroną, zdołała Warmia zachować pewną odrębność od Rzeczypospolitej. Wynikała ona m.in. z tego, że biskup i kapituła stanowili na Warmii władzę zarówno kościelną, jak też i świecką. Dodatkowy argument na rzecz autonomii biskupstwa, podnoszony przez warmińskie duchowieństwo, był taki, że Warmia podlega bezpośrednio Stolicy Apostolskiej. Tą „rzymską kartą” grało wielu biskupów, utrzymując przez trzy stulecia nominalną autonomię i rządząc na Warmii w charakterze „książąt Kościoła”.

Niezależność „książąt warmińskich” wyrażała się m.in. w możliwości posiadania własnych sił zbrojnych, oraz w prawie do bicia własnej monety [z czego jednak nigdy nie skorzystano]. Nadto biskup Warmii prezydował w senacie Prus Królewskich, będąc również senatorem Korony, równym rangą biskupowi łuckiemu.
Władza książąt warmińskich była istotnie bardzo duża i dotyczyła także sądownictwa. Biskup sądził swych poddanych, a od jego orzeczeń nie było odwołań. Stanowił także urzędników ziemskich i starostów, a ponadto, choć była to sprawa czysto prestiżowa, na terenie swej diecezji wolno mu było używać paliusza i arcybiskupiego krzyża.

O odrębności „księstwa biskupiego” od Korony Królestwa Polskiego świadczy też dobitnie zupełnie inny status szlachty warmińskiej i koronnej. O ile szlachta Korony była polityczną potęgą, a niektórzy magnaci posiadali majątki tak olbrzymie, że sam monarcha mógłby być zaledwie ich „ubogim krewnym”, o tyle szlachta z warmińskiego księstwa nie tylko, że nie miała wpływu na politykę biskupów i kapituły, ale też i jej dobra, w porównaniu do polskich magnackich fortun wyglądały wręcz żałośnie. Na Warmii w XVI wieku za najbogatszego szlachcica uchodził Hugo Dąbrowski, którego majątek wynosił... marne dziesięć wsi. W tym samym czasie w Polsce, żeby uchodzić za magnata, a i to nie za jakiegoś wyjątkowego „Krezusa”, należało posiadać minimum pięćdziesiąt wiosek! Również pod względem liczebności warmińska szlachta ustępowała polskim panom. Nie chodzi tu bynajmniej o faktyczny stan osobowy – bowiem w ogromnej Koronie szlachty musiało być więcej, ale o procentowy udział szlachty w społeczeństwie. Podczas gdy w Rzeczpospolitej szlachta stanowiła niemal 10% poddanych królewskich (co było ewenementem na skalę europejską), to w księstwie biskupim zaledwie 0,6% ludności mogło uważać się za „szlachetnie urodzonych”. Owe 0,6% było to zaledwie... 500 warmińskich „jaśniepanów”!

Szlachta Królestwa zdawała sobie sprawę, że to ona jest Rzeczpospolitą i nie wahała się strofować samego króla. Gdy podczas sejmu polskiego zdenerwowany na jednego z posłów Stefan Batory wykrzyknął: milcz błaźnie, ten z dumą odparł: nie błazen-em, ale królów wybieram, a tyranów zrzucam. Na Warmii taka szlachecka buta byłaby nie do pomyślenia. Szlachta musiała składać przysięgę na wierność jej książęcej mości, a biskup w razie odmowy jej złożenia mógł nawet pozbawić krnąbrnego „jaśniepana” jego włości! Jak pokazują dzieje, nie był to jedynie martwy przepis!

Share