• Dziedzictwo kultury i przyrody
    Dziedzictwo kultury i przyrody
  • Usługi turystyczne
    Usługi turystyczne
  • Turystyka aktywna
    Turystyka aktywna
  • Kultura
    Kultura
  • Sztuka
    Sztuka
  • Warmiński styl
    Warmiński styl
  • Termy Warmińskie
    Termy Warmińskie
  • Przewodnik po Warmii
    Przewodnik po Warmii

Recenzja książki "Kapliczki Warmii Południowej"

Recenzja książki dra Hochleitnera

Recenzja ukazała się w "Komunikatach Mazursko-Warmińskich" nr 3/2006

Szymon Drej

Janusz Hochleitner Kapliczki Warmii Południowej. Przydrożne obiekty kultu jako element ludowego systemu komunikacji, Rozprawy i Materiały Ośrodka Badań Naukowych im. Wojciecha Kętrzyńskiego w Olsztynie nr 222, Olsztyn 2004 (ss. 163).

W roku 2004 w ramach serii Rozprawy i Materiały Ośrodka Badań Naukowych im. Wojciecha Kętrzyńskiego w Olsztynie ukazała się praca Janusza Hochleitnera Kapliczki Warmii Południowej. Przydrożne obiekty kultu jako element ludowego systemu komunikacji. Książka ta niewątpliwie wypełnia ogromną lukę w badaniach nad przydrożnymi obiektami kultu religijnego w tej części dzisiejszej Polski. Jak do tej pory nie ukazała się bowiem tak obszerna praca traktująca o kapliczkach warmińskich, będąca podsumowaniem wieloletnich studiów autora nad tym zagadnieniem, licznych wywiadów i badań terenowych. Kapliczki przydrożne, jeden z najbardziej charakterystycznych elementów krajobrazu kulturowego Warmii, pozostawały dotąd poza głównym nurtem zainteresowań historyków zajmujących się obszarem dawnego dominium warmińskiego. Jedynie sporadycznie ukazywały się na ten temat artykuły, m.in. prof. Janusza Jasińskiego czy właśnie Janusza Hochleitnera.

Czytaj więcej: Recenzja książki "Kapliczki Warmii Południowej"

ks. prof. Alojzy Szorc - Przywilej lokacyjny Nowego Kawkowa

Przywilej lokacyjny Nowego Kawkowa

Jubileusz parafii Nowe Kawkowo

Wykład ten został wygłoszony w Domu Parafialnym "Zacheusz" z okazji obchodów 625-lecia parafii Nowe Kawkowo. Dziękujemy ks. prof. Alojzemu Szorcowi za zgodę na publikację treści wykładu, oraz ks. Ryszardowi Andrukiewiczowi za udostępnienie materiałów!

Zapis każdego wykładu nie jest w stanie oddać całego bogactwa słowa mówionego, zwłaszcza, gdy wykładowcą jest taka wybitna osobowość, jak ks. prof. A. Szorc, który potrafi opowiadać naprawdę zajmująco. Dlatego redakcja przeprasza ks. prof. Szorca za konieczne i nieuniknione pozbawienie Jego wykładu całego piękna i oddanie jedynie esencji tego, co ksiądz wygłosił w Domu Parafialnym "Zacheusz".

ks. prof. Alojzy Szorc, Przywilej lokacyjny Nowego Kawkowa.

WARMIA - DOMINIUM BISKUPÓW WARMIŃSKICH

Mówi się o Warmii "Święta Warmia". Zadajemy sobie pytanie, dlaczego jest ona "święta"? Otóż na Warmii panował katolicyzm. Warmiacy mówili, że tu jest "święty kościół boży". Ciężko jest stwierdzić, odkąd używano w stosunku do Warmii terminu "święta".
Na mapie Warmii autorstwa matematyka z Elbląga - Jana Fryderyka Enderscha, z 1755 roku, ma ona kształt gruszki. Mapa ta występuje w dwóch wersjach - ciemniejszej i jaśniejszej. Wynika to z faktu, iż w pierwotnej wersji Endersch niewłaściwie zatytułował kapitułę, skutkiem czego ta, obrażona, odmówiła przyjęcia mapy i Endersch musiał do niej wprowadzić poprawki. Szukając na tejże mapie Nowego Kawkowa znajdziemy miejscowość Neu Kockendorf. Tak dawniej nazywało się Nowe Kawkowo. Jest to zatem nazwa niemiecka. W dokumentacji nie ma nazw polskich, chociaż czasem się one powtarzają. Jest to jednak rzadkość. Podwójne nazwy można za to spotkać na Mazurach (np. Białe Łapiska). Na mapie Enderscha widzimy wydzielone z Warmii trzy ciemniejsze "kółeczka". Jest to część Warmii, która była w posiadaniu kapituły warmińskiej. Ziemie te kapituła miała na swoje uposażenie.

Co to jest Warmia? Na te pytanie należy udzielić precyzyjnej odpowiedzi. Otóż Warmia jest to część pierwotnej diecezji, którą pierwszy biskup warmiński Anzelm otrzymał jako uposażenie. Na marginesie możemy dodać, że Anzelm sam dokonał wyboru tych ziem, w samym sercu państwa krzyżackiego licząc, iż dzięki temu jego dominium będzie zabezpieczone od napaści. Ten sposób zapewnienia biskupowi dochodów był ewenementem. Na ogół bowiem uposażeniem były dziesięciny i pewne sumy pieniędzy. W diecezjach pruskich natomiast postanowiono, iż na uposażenie biskup dostanie kawałek ziemi, na którym założy miasta, będzie ściągać podatki etc. Innymi słowy będzie kimś w rodzaju księcia, posiadając zwierzchność nie tylko duchowną, ale i władztwo świeckie.

W roku 1260 za przyzwoleniem papieża została przez Anzelma powołana wspomniana kapituła warmińska. Anzelm ze swej części diecezji, ze swego dominium, które stanowiło ok. 1/3 całej diecezji wydzielił trzy części przypadające na utrzymanie mieszkającej we Fromborku kapitule, składającej się z 16 kanoników. Poszczególne części Warmii zwały się komornictwami. Poszczególne komornictwa (komory) są odpowiednikiem "małych powiatów". Na Warmii było ich w sumie 10, z czego 7 należało do biskupa. Nowe Kawkowo leży w kapitulnym komornictwie olsztyńskim (należącym do kapituły olsztyńskiej). Fakt, że biskup i kapituła posiadali także i świeckie zwierzchnictwo nad Warmią sprawiał, że było to biskupstwo niezwykle atrakcyjne, na które ciągnęli biskupi z całej Polski, często nawet z większych diecezji. Oprócz prestiżu władztwo świeckie dawało im możliwość osiągnięcia dodatkowych dochodów z biskupich wsi i miast.
Uściślając należy powiedzieć, że ziemie które zwykło nazywać się Warmią stanowiły część uposażeniową biskupa Anzelma, natomiast granice diecezji były trzy razy większe. Biskup jako przedstawiciel Kościoła sprawował władzę nad całą diecezją, była to jednak władza duchowna - mianował proboszczów etc., ale władzę gospodarczą, dominialną sprawował tylko na terenie swego dominium. To jednak stało się podstawą do wykształcenia się swoistego księstwa duchownego. W Polsce, obok warmińskiego księstwa duchownego, istniało jeszcze nabyte przez biskupa krakowskiego Oleśnickiego, Księstwo Siewierskie, zatem i biskup krakowski czasem nazywany był również księciem. Poza tym prepozyci płoccy mieli "quasi-księstwo" - dobra sieluńskie, niewielką enklawę k. Płocka. O nich jednakże nie mówiło się tytularnie jako o książętach. Z tego powodu możemy uważać, że jedynie Warmia stanowiła prawdziwe "księstwo duchowne". Dlatego właśnie biskupi warmińscy rezydujący w Lidzbarku podpisywali się "świętego Cesarstwa Rzymskiego xiążę" (Sacri Romanii Imperii Princeps). Ten tytuł książęcy jest jednakże dość wątpliwy. Upowszechnił się on od ok. poł. XVII wieku, jednakże później biskupi bardzo go sobie cenili i przestrzegali, a Krasicki, tytułujący się XBW, był o niego wręcz zazdrosny. Fryderyk II nawet po zaborach pozwolił mu używać tego tytułu. Księstwo Warmińskie istniało bowiem do I zaboru w roku 1772. Wówczas to Warmia dostała się pod panowanie Prus, by powrócić do Polski dopiero w 1945 roku. Dlatego też ludzie mówią o tych ziemiach "Ziemie Odzyskane". "Ziemie Odzyskane" bowiem są to te tereny, które kiedykolwiek do Polski należały, tak jak Warmia, która w granicach Rzeczpospolitej była przez 306 lat, od II pokoju toruńskiego w 1466 roku. W historiografii, tak polskiej, jak i niemieckiej panował aż do ostatnich lat spór o to, czy Warmia była polska, czy tez niemiecka. Na te pytanie możemy odpowiedzieć, że była częściowo polska, a częściowo niemiecka - uległa polonizacji w swej części południowej wskutek naturalnego napływu ludności przede wszystkim z Mazowsza. Na dowód tego można przedstawić dokument z XVIII wieku, znaleziony przez mnie. Dokument ten dotyczy Brąswałdu. Otóż pewien proboszcz, z parafii niedaleko Sztumu, prosił o księdza, któryby mówił i po polsku i po niemiecku, gdyż jego parafia jest dwujęzyczna. Odpisano mu, że pośle mu się księdza z okolic Brąswałdu. Proboszcz zaprotestował twierdząc, że jeśli ów ksiądz jest z Brąswałdu, to z pewnością umie tylko po polsku, nie zna zaś zupełnie niemieckiego!
Im dalej na północ, tym polski element na Warmii był coraz słabszy. Dzisiaj przyjmuje się, że 1/3 Warmiaków była pochodzenia polskiego, zaś 2/3 niemieckiego. Neu Kockendorf leży na granicy wyznaczającej zasięg ludności polskiej na Warmii. W 1525 roku Zakon Krzyżacki sekularyzował się przyjmując naukę Lutra. Dawne państwo zakonne stało się protestanckim księstwem. Na protestantyzm przeszła także i jego ludność. Dlatego po tym roku dominium warmińskie stało się równe diecezji warmińskiej, jako że w reszcie dawnej diecezji nie było już katolików.

PRUSOWIE I KRZYŻACY

Zanim na tereny Warmii przyszli Krzyżacy, była ona zamieszkana przez ludność pruską. Nie przetrwali oni do naszych czasów. Dlatego cała nasza wiedza o nich pochodzi ze źródeł: dokumentów, nazw miejscowych, czy poleceń biskupów, aby zapewnić im posługę duszpasterską w ich języku. Pruskich plemion było dziesięć. Należeli oni do bałtyjskiej grupy językowej. Do tej grupy należy do dzisiaj Litwa i Łotwa. Biskup Obłąk w swej książce "dzieje diecezji warmińskiej" napisał, ze "Ojcze nasz" po prusku i po litewsku - "Tiebie musu". Nie byli oni, jak niektórzy dowodzą, specjalnie agresywni, choć czasem lubili napaść na sąsiadów, by potem szybko wycofać się na swoje ziemie - ciężko bowiem było ich dopaść na ich własnych, krętych ścieżkach.
Ludność pruska była pogańska. Czcili oni różne siły natury, a także dziwy przyrody, jak szczególnie wielkie, poskręcane drzewa, jak dęby etc. Swym bogom oddawali cześć w kniejach, miejscach z natury niedostępnych. Chrześcijanie, po opanowaniu ziem pruskich, chcąc oduczyć Prusów wyznawania dawnych kultów, często stawiali kościoły w miejscach, gdzie niegdyś rosły święte pruskie dęby, gdzie odbywały się pruskie obrzędy. Stąd dwa kościoły na Warmii stoją zupełnie na bagnach - kościół w Krośnie (?), gdzie niemal woda stała w kościele, oraz Święta Lipka, którą musiano budować na palach. To była z resztą praktyka powszechna. Nawet Boże Narodzenie jest przecież Dniem Niezwyciężonego Słońca (Sol Invictus), jako że nie wiemy, kiedy miało miejsce narodzenie Jezusa, ten właśnie dzień (25 XII) obrano zwyczajowo za dzień Bożego Narodzenia, by oduczyć pogan czczenia święta słońca. Nawet terminologia była podobna - mówiono, że oto narodził się: Słońce Sprawiedliwości Jezus Chrystus Pan nasz".

Gdy w 1226 roku na tereny Prusów przybyli Krzyżacy zaczęli oni podbój ziem pruskich. Był to bowiem ostatni bastion pogaństwa w Europie. Trzeba przyznać, że chrześcijanie zgrzeszyli na tych ziemiach w procesie nawracania, bowiem wdarło się tu sporo przemocy. Krzyżacy, sprowadzeni przez Konrada Mazowieckiego podbijali Prusy przez ok. 80 lat. Nie był to jednak podbój łatwy. Dużo Krzyżaków padło w tej walce. Jeńców krzyżackich Prusowie palili na stosach wraz z końmi. Były to, co prawda, zwierzęta bardzo u Prusów cenione, jednakże uważali oni, że koń, który nosił na grzbiecie Krzyżaka, sam także nie jest godny życia. W 1260 roku Krzyżacy pisali do Rzymu, że w walce z Prusami zginęło 600 braci zakonnych. Dlatego Stolica Apostolska zapisując Krzyżakom 2/3 diecezji warmińskiej we władanie świeckie wyraźnie zapisała, że jest to nadanie mające im służyć jako odszkodowanie za trudy poniesione w walce z pruskimi poganami. Niektórzy historycy piszą, że Krzyżacy nawracali "ogniem i mieczem". Otóż jest to błąd. Oni w ogóle nie nawracali, nie zajmowali się bowiem katechezą, byli jedynie swoistym "biczem bożym", taranem, który podbijał Prusów. Za nimi dopiero szły zakony żebrzące - franciszkanie i dominikanie. Krzyżacy nie lubili innych zakonów, tolerowali jednakże zakony żebrzące. Ziemia pruska nie była zatem ziemią niczyją. Karol Górski, Gerard Labuda, czy Marian Biskup obliczyli, że na całych ziemiach pruskich było około 180 lauksów (pól - pulka). Każdy lauks był zamieszkiwany maksymalnie przez ok. 1000 osób, zatem liczbę ludności pruskiej można z pewnym prawdopodobieństwem ustalić na ok. 180 000 tys. osób. Jak na owe czasy było to sporo zważywszy, że cała Polska za Mieszka I-go liczyła ok. 1.2 mln. ludności. Prusowie buntowali się przeciwko Krzyżakom. Były trzy powstania pruskie. Nie odniosły one jednak powodzenia wobec przewagi technologicznej Krzyżaków, oraz wydatnej pomocy rycerzy z tzw. baliwatów, tj. zakonnych prowincji, które w liczbie jedenastu rozproszone były głównie na terenie Rzeszy. Chociaż Zakon Krzyżacki nawet w nazwie miał wpisane "niemiecki", to jednak składał się z rycerstwa z różnych stron Europy, nawet z Polski. Jak każdy bowiem zakon, był on międzynarodowy.

Co stało się z ludnością pruską po podboju krzyżackim? Część z nich, ta, która poddała się Zakonowi i z nim współpracowała otrzymała nadziały ziemi. Byli to tzw. "wolni Prusowie". Część z ludności pruskiej została podbita i zniewolona, ale i jedni, i drudzy, zatracili swą tożsamość narodową. Ostatni Prusowie przetrwali do początków XVII wieku. Historyk Krzysztof Hartknoch w swej książce "Stare i nowe Prusy", wydanej w 1684 roku pisze, że za jego pamięci umarł ostatni Prus. Ślady po Prusach pozostały w nazwach miejscowych, jak Radykiejmy, Żytkiejmy, zaś sama ludność rozpłynęła się w masie przybyszów z Niemiec i Polski.
Wskutek kolonizacji powstawały wsie pruskie - do wsi niemieckich nie dopuszczano Prusów. Nie wolno było im też prowadzić młyna i karczmy. Były to bowiem zakłady niemalże zbrojne, zwłaszcza młyny.

KOLONIZACJA WARMII -LOKACJA NOWEGO KAWKOWA

Tereny wokół Olsztyna, a więc i Nowe Kawkowo otrzymała kapituła w ramach dominium warmińskiego. Była to tzw. "komora Olsztyn", która powstała w 1346 roku. Wcześniej kolonizacja Warmii szła od Zalewu Wiślanego, od Braniewa, przesuwając się w kierunku południa. Wówczas na terenach tych było mnóstwo lasów. Szacuje się, że 4/5 tych ziem stanowiły lasy. Wytyczenie komornictwa olsztyńskiego oznaczało zakończenie kolonizacji Warmii. Dlatego Nowe Kawkowo powstało pod koniec kolonizacji Warmii, w roku 1380 .

Opowiem teraz, jaki był mechanizm powstawania miast i wsi. Otóż pan ziemi, książę, którego na Warmii zastępował biskup i kapituła (w 3 komornictwach), zakładając miasta najchętniej kierowali się dawnym osadnictwem pruskim. Prusowie bowiem budowali swe grodziska w miejscach z natury obronnych. Dlatego miasta i wsie zakładano albo w pobliżu wsi pruskiej, albo wręcz w miejscu dawnej pruskiej wsi. Także i Olsztyn powstał prawdopodobnie w ten sposób. Niestety, oryginalny dokument lokacyjny Olsztyna zaginął. Był on spisany na pergaminie i wręczony sołtysowi, który zabrał go ze sobą. To, co posiadamy jest to wpis do księgi metrykalnej kapituły (Metricula). Nowe Kawkowo zostało założone przez kapitułę i to ona widnieje w dokumencie lokacyjnym jako właściciel ziemi kolonizowanej.

W ramach kolonizacji wybierano zatem odpowiednie miejsce na wieś. Najczęściej był to początkowo skraj lasu, gdzie budowano tzw. "Wildhaus", stanicę leśną, do której można było się schronić w razie niebezpieczeństwa. Kolonizatorzy bali się bowiem lasów, słusznie z tej strony oczekując napaści Prusów. Dlatego np. najpóźniej skolonizowano okolice Reszla, ze względu na obfitość lasów. Mechanizm powstawania miasta i wsi był w zasadzie identyczny. Tak więc właściciel ziemi wzywał energicznego człowieka, zwanego zasadźcą. Ów zasadźca zasadzał sołtysa (tetus) i z nim jedynie umawiał się co do kolonizacji. Dawał mu np. 40-60 łanów na założenie wsi. Łan, po łacinie laneus, jest to jednostka powierzchni. Obowiązujący na Warmii "łan pruski" jest mniejszy od polskiego i wynosił 16,8 ha. Sołtys, który podejmował się kolonizacji sam musiał znaleźć chętnych do osiedlenia się. Najczęściej więc sprowadzał kolonistów z ziem, z których sam pochodził. Otrzymywał on 1/10 powierzchni ziemi, którą miał skolonizować oraz cały szereg przywilejów, tzw. regalia. Były to prawa do korzystania z lasów, wód, wydobywania kopalin, w tym metali, z wyjątkiem szlachetnych, a także prawo do polowania na zwierza. Krzyżacy najczęściej zastrzegali sobie prawo do polowania na grubego zwierza. Sołtysi mieli zatem prawo do polowania jedynie na drobnicę.

Koloniści po przyjechaniu do miejsca osiedlenia zaczynali od karczowania terytorium pod wieś i pod uprawę. Po tej czynności ziemia, oznaczona wbitymi w nią kijami, była w drodze losowania dzielona na działki. Jeden chłop otrzymywał na Warmii 2 łany ziemi, czyli ok. 32 ha. Było to sporo. Chłopi warmińscy nie byli zatem biedni. Otrzymaną ziemię uprawiano jednakże prymitywnym systemem trójpolówki, tzn. jedna część ziemi odpoczywała, a dwie były w uprawie. Inaczej bowiem doszłoby do zupełnego wyjałowienia gleby. W ten sposób powstawała wieś, która miała 1 łan wyznaczony na drogi. Sołtys, jak wspomniano, otrzymywał 1/10 całej ziemi, oraz część regaliów. Kościół miała zwykle co druga wieś. Parafie wiejskie liczyły wówczas od 300 do 600 ludzi. Nowe Kawkowo od początku miało kościół, nie znamy jednakże nazwiska plebana. Rękopis aktu lokacyjnego, który mamy tu możność oglądać, wydrukowany jest w 3 tomie znanego u nas wydawnictwa "Kodeks dyplomatyczny warmiński". Jest to krótki przywilej. Dokonałem jego tłumaczenia i zaraz go Państwu odczytam. Pochodzi on z metryki kapitulnej. Na Warmii nie zachował się ani jeden oryginalny przywilej lokacyjny wsi, czy też miasta.

PRZYWILEJ LOKACYJNY STAREGO I NOWEGO KAWKOWA W KOMORZE OLSZTYŃSKIEJ

Przywilej lokacyjny jednego i drugiego Kawkowa. Frombork 21 stycznia 1380. W Imię Pańskie Amen. Wszystkim i każdemu z osobna, którzy będą oglądać ten dokument, my - Henryk prepozyt, Michał dziekan i cała kapituła katedry warmińskiej pragniemy podać do wiadomości, że niedawno, mając na celu pożytek kapituły postanowiliśmy zorganizować niemiecką wieś i nadać jej nazwę Kawkowo. Zadanie zorganizowania tej wsi i stanowiska sołtysa zlecamy Janowi Brühn. Z tytułu lokacji ta wieś, lokowana na prawie chełmińskim. Tenże sołtys otrzyma 5 łanów wolnych od świadczeń, oraz trzecią część dochodów należnych nam z tytułu sprawowanych sądów większych do rąk i szyi, a także pełne dochody z tytułu sądów niższej rangi przy przestępstwach otaksowanych do 4 denarów. 3 lata wolnizny danych mieszkańcom tej wsi już się skończyły. Po upłynięciu wolnizny mieszkańcy wsi zapłacą po pół grzywny od łanu co roku na dzień św. Marcina. Wolne od opłat będzie 5 łanów przeznaczone sołtysowi i 5 łanów przeznaczonych na uposażenie kościoła. Wymieniony Jan, a potem jego spadkobiercy w dowód szczególnej łaski będzie mógł w jeziorze Gimer łowić ryby, ale tylko małymi przyrządami na swój użytek, w żadnym przypadku na sprzedaż. Na świadectwo zaistniałej lokacji dajemy sołtysowi to pismo opieczętowane naszą dużą pieczęcią. Dane przy naszej katedrze we Fromborku w dniu tradycyjnego posiedzenia kapituły na świętej Agnieszki, A. D. 1380, 21 stycznia. Dokument ten jest niezwykle schematyczny. W istocie dla każdej wsi był on niemal identyczny. Zmieniały się tylko nazwiska sołtysów. Dlatego dla poznania przywilejów lokacyjnych Warmii wystarczy przestudiowanie przywileju jednej wsi i jednego miasta.

Podstawą utrzymania proboszcza, jak wynika z tekstu, było te 5 łanów ziemi, czyli ok. 100 ha. Oprócz tego zbierał jeszcze dziesięciny. Musiał jednak z tych sum utrzymać kościół, nie był więc specjalnie bogaty. Parafie wiejskie liczyły wówczas od 300 do 600 ludzi. W mieście parafie były oczywiście większe. Fakt, iż w dokumencie lokacyjnym występują słowa o tym, iż wolnizna już się skończyła świadczy, że były dwa dokumenty lokacji, a wieś lokowano "na raty". Drugi, posiadany przez nas przywilej, został wystawiony już po zakończeniu okresu wolnizny. Ten okres był zróżnicowany. Jeśli bowiem wieś lokowano w miejscu już wcześniej uprawianym przez Prusów, wolnizna była krótka - do 4-5 lat, a jeśli była nieuprawiana i porośnięta lasem, trwała ona często do 20 lat. O istnieniu dwóch dokumentów lokacyjnych dla wsi kawkowskiej poświadcza także fakt konsekrowania nowokawkowskiego kościoła przez bp. Sorbona 6 stycznia 1380 roku. Tuż przed wystawieniem dokumentu lokacyjnego dla Starego i Nowego Kawkowa kościół musiał już być zatem gotowy.

© Wszelkie prawa zastrzeżone.

Czytaj więcej...

Przypomnienie zapomnianego ludu

Przypomnienie zapomnianego ludu

Artykuł Bernda Sonnbergera opracowany dla polonijnego czasopisma w Niemczech prezentuje ciekawe spojrzenie na przeszłość Warmii.

Często można stwierdzić, że wielu Polaków nie zna różnicy między Warmią i Mazurami, i niewiele wie o ich historii, która jest wyjątkowo ciekawa i ostatecznie tragiczna. Pragnę ją tu krótko przedstawić.

Warmia powstała w XIII wieku podczas podbicia Staroprusaków przez Zakon Niemiecki (w polskim piśmiennictwie powszechnie nazywany „Krzyżakami"). Staroprusacy to jeden z żyjących wówczas trzech bałtyckich ludów (oprócz Litwinów i Łotyszy), który wyginął pod koniec XVII wieku pozostawiając tylko swoją nazwę - Prusy, którą przyjęli książęta Hohenzollernowie dla swojego w 1701 r. proklamowanego królestwa.
W 1243 r. papieski wysłannik podzielił kraj Staroprusaków na cztery diecezje. Jedną z nich była Warmia, której nazwa wywodzi się od jednego z podbitych plemion*. Biskupi dostali przy tym prawo sprawowania świeckiej władzy w 1/3 części swoich duchownych diecezji. Pierwszy biskup Warmii o imieniu Anselm wyodrębnił dla siebie w 1251 r. w tym celu środkową część diecezji i powstało w ten sposób fizycznie istniejące państwo z własnym gospodarstwem, strukturami urzędowymi i herbem przedstawiającym Baranka Bożego.

Choć sam Anselm był bratem Zakonu, poróżnił się z nim z nieznanych powodów. Swoją kapitułę utworzył więc z duchownych nie będących zakonnikami, co spowodowało, ponieważ wybór następnych biskupów należał do kapituły, że żaden członek zakonu nigdy więcej nie usiadł na krześle biskupim. Miało to poważne historyczne konsekwencje, bo Warmia, choć oficjalnie należąca do państwa krzyżackiego, ciągle zachowała sobie duży stopień samodzielności. W ostatnich latach wojny trzynastoletniej w XV wieku Warmia przeszła na stronę powstańczych miast walczących z poparciem króla polskiego przeciw Krzyżakom. Dlatego weszła po drugim Pokoju Toruńskim w 1466 r. bezpośrednio w skład Królestwa Polskiego, podczas gdy reszta państwa krzyżackiego dostała status „lenna polskiego". Warmii udało się przy tym również, jako części Polski, zachować dla siebie daleko idącą samorządność. Pokój Toruński nie oznaczał jeszcze końca wojen. Prawdziwy pokój nastąpił dopiero po Hołdzie Pruskim w 1525 r., kiedy to ostatni Wielki Mistrz Zakonu Albrecht von Brandenburg-Hohenzollern ukląkł przed królem polskim na rynku krakowskim, a państwo zakonne przekształcił w świeckie, przy tym protestanckie księstwo. Skończył się wtedy stan ciągłych wojen toczących się ponad 100 lat, które spowodowały ogromne straty wśród mieszkańców kraju. Sama Warmia straciła połowę swojej ludności, którą stanowili na początku XV wieku prawie wyłącznie Niemcy i Staroprusacy. Element polski nie miał wówczas większego znaczenia.

To teraz drastycznie się zmieniło. Ponowne zasiedlenie spustoszonego kraju następowało głównie z południa, tzn. z Mazowsza, skąd napłynęły ogromne rzesze ludzi, celowo przywołane przez władze zarówno księstwa jak i Warmii. Zaangażowany w odbudowę kraju był zresztą m.in. ówczesny zarządca kapituły w Olsztynie - Mikołaj Kopernik. Osiedleńcy narzucali resztom dawnej ludności swoją kulturę i język, i w ciągu paru dziesięcioleci doszło do zupełnego spolszczenia południowych okolic Prus. Ekspansję polszczyzny zatrzymał dopiero najazd Tatarów w 1656r., którzy ponownie spustoszyli kraj. Wykształciła się wówczas granica językowa, która zachowała się mniej więcej do końca drugiej wojny światowej. Na początku 20ego wieku przebiegła ona między dzisiejszymi miejscowościami (n.w. = niemiecka wieś, p.w. = polska wieś):
Godki (p.w.) - Pupki (n.w.); Spręcowo (p.w.) - Sętal (n.w.); Dąbrówka Wielka (p.w.) - Nowe Włóki (n.w.); Tuławki (p.w.) - Gradki (n.w.); Lamkowo (p.w.) - Krokowo (n.w.); Stare Włóki (p.w.) - Kostrzewy (n.w.); Węgój (p.w.) - Bęsia (n.w.); Bredynki (p.w.) - Otry/Oterki (n.w.).

Przechodzenie księcia Albrechta na protestantyzm miało daleko idące konsekwencje. Granica między katolicką Warmią i protestanckim księstwem stawała się coraz bardziej wyraźna. Ostatecznie przypominała wręcz pewnego rodzaju żelazną kurtynę. Ludzie dosłownie przestali rozmawiać ze sobą, i pierwotnie wspólny język mazowieckich osiedleńców zaczął się rozdzielać. Na Warmii (bo katolicka i należąca do Polski) język brał mniej więcej udział w ogólnym rozwoju polszczyzny, chociaż wykształciła się dosyć niezwykła gwara (patrz poniżej). Protestancka ludność księstwa straciła natomiast wszelkie połączenie z macierzą i jej język zatrzymał się na bardzo archaicznym poziomie polszczyzny, którą posługiwano się w XVI wieku na Mazowszu. Powstał w ten sposób odrębny lud z własnym językiem i własną protestancką kulturą, który dopiero na początku XIX wieku otrzymał oficjalną nazwę znaczącą „przybysze z Mazowsza", później przełożoną na okolicę, którą zamieszkiwał - Mazury.

Pierwszy rozbiór Polski, w wyniku którego Warmia weszła w skład Królestwa Pruskiego, początkowo nie zmienił stosunków językowych w jej południowej części. Jeszcze 50 lat po rozbiorze radzić sobie językiem niemieckim można było tylko w samym Olsztynie, podczas gdy na wsiach nikt nie ani mówił, ani rozumiał po niemiecku. Dopiero w połowie XIX wieku rozpoczął się proces germanizacji na Mazurach i południowej Warmii. Choć z pewnością przyspieszony przez celowe kroki niemieckich władz, jak np. ograniczenie języka polskiego w szkołach, miał on właściwie inne przyczyny. Były to głównie: budowa kolei oraz odpływ nadwyżki ludności do przemysłowych ośrodków na zachodzie - do Berlina i przede wszystkim do zagłębia Ruhry. Oba czynniki spowodowały, że ludzie po raz pierwszy bardziej intensywnie skontaktowali się z postępową cywilizacją zachodu, która była wówczas całkowicie zdominowana przez niemczyznę. Warto przy tym zaznaczyć, że walki o polskość w XIX i XX wieku nie przybrały na Warmii i Mazurach takiej ostrości, jak w innych zaborach. Na Mazurach po prostu ich nie było, ponieważ Mazurzy z powodów wyznaniowych nie czuli żadnej więzi z Polską. Warmia zaś w minionych stuleciach była pewnego rodzaju Szwajcarią, gdzie pod opieką biskupów Niemcy na północy i Polacy na południu współżyli zgodnie i ugodowo. Skąd więc w chwili obecnej powody do kłótni?
W tych czasach postępującej germanizacji objawienie Marii w Gietrzwałdzie w 1877 r. nabrało ogromnego znaczenia dla tożsamości ludzi: Matka Boska nie tylko mówiła po polsku - mówiła Ona po warmińsku!. Było to tym bardziej ważne, że gwara ta powoli zaczęła zanikać. Spis ludności przeprowadzony w 1910 r., podczas którego pytano ludzi m.in. o ich język ojczysty, ujawnił, że ludność w sumie wynosiła 102.160 osób, z tych 42.600 żyjące w trzech miastach (Olsztyn - 32.800, Wartembork - 4.600, Biskupiec - 5.200) i 59.560 na wsiach. Język niemiecki podało 88,7% mieszkańców miast i 34,9% wsi, i język polski odpowiednio 11,3% wzgl. 65,1%. To znaczy, że w sumie 42,7% albo 43.580 osób nadal posługiwało się gwarą warmińską jako języka ojczystego. Mimo rozprzestrzeniającej się niemczyzny utrzymała się ona jeszcze przez kolejne dziesięciolecia. Przeżyła nawet hitlerowców, którzy próbowali wytępić wszystkie słowiańskie ślady na Warmii i Mazurach. Ostateczny upadek zaczął się dopiero po 1945 r., kiedy wypędzenie ludności niemieckiej i napływ Polaków z różnych części Polski spowodowały, że Warmiacy i Mazurzy stali się cudzoziemcami we własnym kraju. Oficjalnie uchodzili za zgermanizowanych pod przymusem Polaków, których teraz trzeba było repolonizować. Repolonizacja nie oznaczyła jednak przywrócenia starych gwar, lecz narzucenie języka ogólnopolskiego. Poza tym Polacy tutaj przybyli uznawali i traktowali dwujęzyczną już od paru dziesięcioleci mieszkańców kraju za Niemców - tym bardziej, że z trudem lub w ogóle nie rozumieli ich gwar.

Doświadczenia te spowodowały, że Mazurzy i Warmiacy ostatecznie i bezpowrotnie czuli się Niemcami - ze wszystkimi konsekwencjami. Kiedy w latach 70-tych XX wieku ułatwiono wyjazd z Polski do Niemiec, pozostała po wojnie dawna ludność opuściła kraj. Niepostrzeżenie, zarówno przez niemieckie jak i polskie społeczeństwo, nastąpiła wówczas w ciągu paru lat ostateczna wyprzedaż czterowiekowej kultury. Dziś na Mazurach już nie ma Mazurów, i większość pozostałych na Warmii polskich Warmiaków uważa się za niemiecką mniejszość.

Czym byliby dziś Mazurzy i południowi Warmiacy bez nadmiernego nacisku nacjonalizmu XIX i XX wieku i kataklizmu drugiej wojny światowej? Może czymś podobnym do Alzatczyków, którzy będąc zupełnie lojalnymi francuskimi obywatelami posługują się swoją swoistą gwarą tylko w rodzinnych kręgach i często nawet nie są świadomi, że stanowi ona niemieckie narzecze. Ta gwara jest zresztą dla „zwykłego", posługującego się językiem ogólnonarodowym Niemca podobnie trudno zrozumiała, jak gwara warmińska dla przeciętnego Polaka, o czym może świadczyć zacytowana poniżej z „Gawęd Warmińskich” Edwarda Cyfusa próbka językowa:

„Pozawczoram z rena po frysztyku kobziyty sobzie co do roboty nolazły, a mym wsiedli w ołto i pojechalim do Łolstyna. Pozietrze buło sprowdy psiankne, tedy łostazilim ołto na łustrzyżónam parkplacu, coby noma żodan szpiglów nie łuder abo i ziankszy szkody nie łuczyniuł i poślim psiechtó na Stare Mniasto na wspomninki ło kedajszam Łolstynie. Gdzie sia człozieku nie łobglóndniesz wszandzie jenaczy tero wyglóndo. Jek am ślypsie zawer, zaro mi sia stary Łolstyn przymarzu”. (Przedwczoraj z rana po śniadaniu kobiety znalazły sobie jakieś zajęcie, a my wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do Olsztyna. Pogoda była naprawdę piękna, więc zostawiliśmy auto na strzeżonym parkingu, żeby nam ktoś lusterek nie powyrywał albo i większych szkód nie narobił, i poszliśmy pieszo na Stare Miasto powspominać o niegdysiejszym Olsztynie. Gdzie się nie obejrzysz, wszystko teraz inaczej wygląda. Ledwie przymyknąłem oczy, zaraz mi się stary Olsztyn przypominał.)

* Pierwotna Warmia rozciągnęła się wzdłuż pobrzeża Zalewu Wiślańskiego, w małej części tylko więc pokrywająca się z obszarem późniejszego biskupstwa. Według ciekawej teorii sama nazwa ma gotyckie pochodzenie, wywodząca się z starogermańskiej formy znaczenia "śilny". Wskazówką na to jest fakt, że w Szwecji jeszcze dziś istnieje prowincja nazwy Värmland (= Warmeland = "kraina silna"). Kiedy Goci 2000 lat temu powoli przeprowadzili się do południa, miały istnieć przez pewien okres dwa "Warmeland": jedna po tej (w Skandynawii) i inna po tamtej stronie (na południowym wybrzeżu Bałtyku). Kiedy Goci w ciągu wędrówki ludów opuścili kraj, bałtyckie czyli staroprusackie plemiona zajęli pusty obszar przy tym przejmując jego nazwę.

e-mail autora artykułu: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Problemy agroturystyki-wywiad z mgr inż. T. Zaworską

Problemy agroturystyki

Problemy agroturystyki - wywiad z mgr inż. Teresą Zaworską z Wojewódzkiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego


Szymon Drej: Czy agroturystyka może rozwiązać problemy dzisiejszej warmińskiej wsi?
Teresa Zaworska: Agroturystyka rozumiana jako dodatkowe źródło dochodów z pewnością jest w stanie przynieść dochód gospodarstwu rolniczemu. Aby jednak taka działalność była opłacalna, jak wynika z doświadczeń z krajów Europy Zachodniej, które dużo wcześniej rozpoczęły tego typu działalność, takie gospodarstwo musi funkcjonować przynajmniej 100 dni w roku. Nie mówimy tutaj oczywiście o 100 dniach pełnego obłożenia, jest to bowiem niemożliwe. Dopiero taki okres funkcjonowania gospodarstwa agroturystycznego jest w stanie zapewnić rolnikowi nawet połowę jego całego dochodu. Standardem w gospodarstwach agroturystycznych Europy Zachodniej jest, że 1/3 dochodu pochodzi z agroturystyki. W Polsce, jak do tej pory liczby te były nieporównywalne, jako że nasze rolnictwo w ogóle znajdowało się w impasie. Na terenie naszego województwa szeroko rozumianą agroturystyką zajęło się około 2500 osób.

S. D.: Szeroko rozumianą?
T. Z.: Tak - szeroko rozumianą, tzn. jako wszystko, co dzieje się na wsi, a ma związek z turystyką. Tymczasem, choć ta definicja nie jest zapisana w ustawach prawnych, agroturystyka we właściwym tego słowa znaczeniu ogranicza się do wynajmowania kwater dla letników przez czynne gospodarstwo rolne. Wiadomo wszak, że dla turysty spędzającego urlop w gospodarstwie agroturystycznym główną atrakcją jest właśnie sama produkcja rolnicza. Tymczasem wśród wspomnianych 2500 osób, które zajmują się agroturystyką w naszym regionie, prawdziwych rolników jest zaledwie 30-40%. Reszta są to mieszkańcy wsi, którzy zajmują się różną formą turystyki pod modnym szyldem agroturystyki wiejskiej. Są to m .in. ośrodki jeździeckie, wypoczynek oparty na turystyce wodnej - wypożyczalnie sprzętu wodnego, stanice wodne etc. Są one najczęściej czynne jedynie w sezonie letnim, czasem jesienią w okresie zbierania grzybów, ale przynosi to pewien dochód i wymaga zarejestrowania działalności gospodarczej.

S. D.: Jakie są najważniejsze, podstawowe cechy gospodarstwa agroturystycznego?
T. Z.: Możemy wyróżnić 3 najważniejsze funkcje prawdziwego gospodarstwa agroturystycznego: wytwórstwo rolnicze, którego produkty również może nabyć turysta, wyżywienie oparte na produktach gospodarstwa, małe przetwórstwo, również nastawione w znacznym stopniu na turystów. Takie gospodarstwa pełnią także ważną funkcję edukacyjną - posiadają oferty skierowane do rodzin z dziećmi, do szkół, pokazują, gdzie tkwią nasze korzenie, jak produkowano niegdyś żywność tradycyjnymi metodami. Rozpatrując to zagadnienie z innej jeszcze strony, agroturystyka to dla ludzi często spełnienie najskrytszych marzeń o coraz popularniejszym wypoczynku niekonwencjonalnym, o wypoczynku aktywnym. Do gospodarstw agroturystycznych nie przyjeżdżają ludzie, którzy swój urlop chcą spędzić na plaży. Dlatego wszelkie formy turystyki aktywnej mogą być zintegrowane z turystyką agroturystyczną.
W kwestii tego, co jest agroturystyką, a co nie, sytuacja prawna zaczyna się ostatnio normować, jako że Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa przyjęła definicję gospodarstwa agroturystycznego w swoich gospodarczych programach wsparcia wsi. Dlatego dotowane są te gospodarstwa, które prowadzą faktyczną działalność rolniczą, a oprócz tego oferują usługi turystyczne. Ułatwieniem dla rolników prowadzących taką działalność jest to, iż nie płacą oni podatku dochodowego od osób fizycznych. Jest to słuszne i logiczne. Jeśli agroturystyczne gospodarstwo ma sprawnie funkcjonować jako jeden organizm, to muszą tam być budynki mieszkalne, budynki gospodarcze, pole uprawne, zwierzęta hodowlane itd. I wszystko jest w porządku, jeśli w budynkach gospodarczych wciąż prowadzona jest działalność rolnicza, hodowlana, a w budynku mieszkalnym mieszka rolnik z rodziną. Problem zaczyna się jednak w momencie, kiedy np. obora staje się pensjonatem, czy też raczej pseudopensjonatem, to wówczas zmienia ona swoją funkcję i nie może już być mowy o gospodarstwie agroturystycznym. Po prostu rozwinęła się tam działalność gospodarcza. Wówczas oczywiście zachodzi konieczność spełnienia szeregu prawnych wymogów, jakie narzucane są prowadzącym działalność gospodarczą*.

S. D.: Czyli sytuacja prawna gospodarstw agroturystycznych, a takich, które jedynie posługują się modnym szyldem agroturystyki jest inna?
T. Z.: Tak. Rzeczywiście, część właścicieli tzw. "gospodarstw agroturystycznych" jedynie firmuje swoje usługi tą nazwą wierząc, że to modne słowo przyciągnie turystów. Tacy ludzie muszą jednakże spełnić wszystkie wymagania, które wymagane są od przedsiębiorcy. W grę bowiem wchodzi tu zarówno większa liczba osób, które są przyjmowane w takim miejscu, a także często dodatkowe, płatne usługi, jak jazda konna , wypożyczanie rowerów, jachtów itd.. Natomiast tendencja jest taka, że rolnik prowadzący gospodarstwo agroturystyczne, powinien jednak bazować na produktach rolnych.

S. D.: Jakie jest miejsce agroturystyki w całości turystyki regionalnej?
T. Z.: Znaczenie agr5oturystyki wzrośnie z chwilą, gdy gminy w swoich strategiach rozwoju uwzględnią integrację wszystkich podmiotów infrastruktury turystycznej na swoim terenie. Oczywiste jest bowiem, że agroturystyki nie da się oddzielać od turystyki w ogóle. Cała infrastruktura, drogi, szlaki turystyczne, wypożyczalnie sprzętu turystycznego, produkcja rolnicza, gastronomia itd. są sprzężone w łańcuch wspólnych zależności. Bez współdziałania wszystkich czynników kształtujących turystykę w gminie, powiecie, regionie absolutnie nie może być mowy o tym, żeby turysta zostawił swoje pieniądze w konkretnej gminie, czy też wsi. Dlatego samorządy powinny ze sobą ściśle współpracować, począwszy od szczebla najniższego, poprzez pojedyncze wsie, gminy, starostwa powiatowe itd. Jest to dosyć trudne. Najczęściej, niestety, wciąż jeszcze dominuje pogląd, że jeśli ktoś prowadzi gospodarstwo agroturystyczne i przyjmuje w nim gości, to jego sprawa i nikt nie miesza się do tego, ani nie stara się rozszerzyć infrastruktury turystycznej w oparciu o istniejące już gospodarstwo. Tymczasem nie dostrzega się faktu, że jeśli turysta przyjeżdża na wakacje, to przywozi ze sobą pieniądze, które zamierza w regionie zostawić.

S. D.: Pod warunkiem, że będzie miał gdzie je zostawić!
T. Z.: Właśnie! Dlatego niezbędny jest cały szereg elementów współgrających z gospodarstwami agroturystycznymi, jak rozwój infrastruktury turystycznej, czyli usług, szlaków itd., ponadto istnienie dziedzictwa kulturowego regionu. W rzeczywistości w rozwoju agroturystyki niezwykle ważne jest to, czy do tworzenia infrastruktury turystycznej w regionie włączą się i inne osoby, instytucje, które wzbogacą ofertę i sprawią, że przyjazd na urlop do gospodarstwa będzie atrakcyjny. Szczególnie uzasadniony jest tutaj rozwój usług na samej wsi. Z moich doświadczeń zebranych podczas podróży do wielu innych krajów, zarówno Europy Zachodniej, jak i Ukrainy, czy Mołdawii i obserwacji tam agroturystyki, wynika wniosek, że rozwijanie takich usług na wsi ma bardzo głęboki sens. Agroturystyka i turystyka regionalna sprawdziła się i w tej chwili nie ma już wątpliwości, czy rozwój takiej formy turystki ma przed sobą przyszłość. Nasze krajowe doświadczenia w tym względzie z resztą zupełnie to potwierdzają.

S. D.: Jaka jest obecnie dynamika rozwoju agroturystyka w naszym regionie? Czy ilość gospodarstw agroturystycznych zwiększa się, czy też może obserwujemy tendencje spadkowe?
T. Z.: Największy "boom" agroturystyki miał miejsce na przełomie lat 1999/2000, kiedy zaczęło się dużo mówić o agroturystyce, nie mówiło się natomiast o wszelkich obwarowaniach, jakie dotyczą każdego usługodawcy jako przedsiębiorcy. Wówczas rolnicy często świadczyli usługi agroturystyczne nie mając nawet zarejestrowanej działalności gospodarczej. Był to żywiołowy okres rozwoju tego typu turystyki. Większość rolników nastawiających się na agroturystykę sądziła, że turyście wystarczy sama wieś - czyste powietrze, słońce itd. żeby przyjechał on i zostawił na wsi swoje pieniądze. Natomiast w tej chwili obserwujemy tendencję poprawy jakości usług.

S. D.: Czyli proporcje zmieniły się i zamiast na ilość stawia się na jakość?
T. Z.: Tak, zdecydowanie. Wnioski o dofinansowanie na cele agroturystyczne składane przez rolników do Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, które miałam możliwość przeglądać, w większości dotyczą poprawy jakości świadczonych usług, podniesienia standardu zakwaterowania. Minęły bowiem już czasy, gdy dostępna była jedna łazienka, często zarówno dla turystów, jak i gospodarzy. Taki standard jest co prawda dopuszczalny, ale przestał on w tej chwili interesować turystów. Kolejną zauważalną tendencją w rozwoju agroturystyki jest dążenie do specjalizacji, do stworzenia charakterystycznego "produktu turystycznego" przeznaczonego dla pewnego określonego odbiorcy. Jest oczywiste, że oferta skierowana do wszystkich, w rzeczywistości jest ofertą dla nikogo. W tej chwili dlatego dominuje tworzenie kwater, gospodarstw z nastawieniem się na określoną grupę gości. Uważam, że jest to bardzo istotne. Gdy była u nas delegacja francuska, jej uczestnicy ciągle pytali się "o produkt". I tutaj dochodzimy do niezwykle istotnej kwestii znaczenia produktu w rozwoju regionalnej agroturystyki. Ten problem spotkał się z dużym zainteresowaniem naszych rolników. Niestety, obecne restrykcyjne przepisy sanitarne bardzo hamują rozwój tej gałęzi turystyki.

S. D.: No właśnie - co najbardziej hamuje rozwój agroturystyki?
T. Z.: Niezwykle restrykcyjne przepisy! One tamują rozwój " produktów lokalnych" jako atrakcji na rynku turystcznym. Nie może być tak, że duże zakłady produkcyjne obowiązują te same przepisy, co małe gospodarstwa, produkujące na niewielką skalę coś unikalnego, np. sery kozie. Mówienie o spełnieniu przez gospodarstwa rolne takich samych norm sanitarno-higienicznych, jak w dużych firmach to nieporozumienie. Podnoszą to z resztą sami usługodawcy.

S. D.: Czy to się zmieni?
T. Z.: Mam nadzieję, że tak. Ostatnio byłam na konferencji w sprawie agroturystyki, gdzie były prezentowane doświadczenia Hiszpanii w tej sprawie. Otóż w Hiszpanii funkcjonują 3 poziomy wymagań higieniczno-sanitarnych. Najbardziej restrykcyjny obowiązuje dużych, przemysłowych producentów żywności. Drugi poziom, niższy obowiązuje niewielkie zakłady produkcyjne, wreszcie trzeci, najniższy dla indywidualnych, niewielkich producentów, którzy produkują np. 100 kg sera. Ta bariera, w sensie zmiany przepisów jest przed nami do pokonania. Zniechęca ona bowiem bardzo do rozpoczęcia produkcji, a często ją w ogóle uniemożliwia. Nie jest bowiem możliwe, żeby rolnik był w stanie spełnić takie wymagania, jakie stawiane są dużym producentom. Może on bowiem zainwestować jedynie własne zasoby. Pytanie kiedy, i czy w ogóle je odzyska? Tymczasem mała, lokalna wytwórczość np. we Francji ubarwia lokalny koloryt i uatrakcyjnia region. Podsumowując, w kwestii agroturystyki wiele jeszcze mamy do zrobienia, ale naprawdę wiele już zrobiliśmy i sytuacja wcale nie jest taka zła.

S. D.: Dziękuję Pani za rozmowę.

Rozmawiał Szymon Drej

* Zgodnie z ustaloną przez nas definicją za gospodarstwo agroturystyczne uważa się czynne gospodarstwo rolnicze (produkujące ziemiopłody oraz hodujące zwierzęta),oferujące do pięciu pokoi gościnnych w budynku mieszkalnym. Budynek mieszkalny nie może być w całości przeznaczony na wynajem. Inne budynki gospodarcze adaptowane na pokoje do wynajęcia (stodoła, obora), aby mogły być kwalifikowane jako "agroturystyczne", muszą mieć status budynków mieszkalnych.

Prałaci Kapituły Warmińskiej

Prałaci Kapituły Warmińskiej

Image

W 1878 roku Karol Sieniawski opublikował w Poznaniu znakomite i do dziś aktualne dzieło Biskupstwo Warmińskie. Z niego pochodzi prezentowany poniżej wykaz prałatów Kapituły Warmińskiej.

1) Sufragani (Weibischofe),
(są rzeczywiści biskupi "in partibus," lecz ustrój polityczny nie pozwala im być w swojej dyecezyi. Zwyczaj już w 15 wieku bardzo znany. W Warmii na początku nie masz ich; w ogóle znamy ich 12).


1. Jan (Johannes Episcopus Symbaliensis; bliżej go nie znamy) za panowania Łukasza Watzelrode, wuja Kopernika + 1532.
2. Michał Działyński 1624-1648 (Hippo).
3. Albert Pilchowicz 1648-1665 (Hippo).
4. Kaźmierz Benedykt Leżeński 1695-1703 (Hippo).
5. Stefan Wierzbowski 1711-1713 (Dardania).
6. Jan Franz Kurdwanowski i7i3-1729 (Marocco).
7. Michael Remigius Łaszewski 1730-1746 (Macra).
8. Carl Friedrich Freiherr von Zehmen 1765 - 1798 (Lete).
9. Andreas Stanisl. de Hatten 1801-1838 (Diana). 10. Josephus Ambrosius Geritz 1840-1842 (Abdera).
11. Franz Grossmann (Amyzon) 1844-1852.
12. Anton Frenzel 1853 (Areopolis).

2) Praepositi cathedrales,
(oni stoją na czele kapituły, przewodnicząc jej na sesyach i w wszystkich kwestyach ważniejszych; mianował ich biskup, później król polski).

1. Heinrich Flemming 1278.
2. Heinrich de Sonnenberg 1278-1317.
3. Jordan 1318-1327.
4. Heinrich de Wogenap 1328-1329 (episcopus).
5. Johannes 1330- 1345.
6. Hartmud 1345-1360.
7. Heinrich Susse de Paderborn 1361-1387.
8. Michael Vischow 1387-1388.
9. Otto de Rogitten 1389-1393. 10. Theodor Cruze 1395. n. Johann Abezier 1411 -1416 (episcopus).
12. Arnold Huxer 1417.
13. Caspar Schuwenphlug 1419-1420.
14. Franz Kuhschmalz 1420-1424 (episcopus), także Franz Resel nazwany.
15. Arnold v. Datteln 1424-1458.
16. Arnold Klunder (Klunger) 1458-1472.
17. Marcus v. Wolkau 1472-1475?
18. Enoch v. Cobelau 1476-1512.
19. Christoph v. Suchten 1513-1519.
20. Paweł Plotkowski 1519-1547.
21. Johann Benedict Solpha 1547-1564.
22. Mikołaj Kos 1564-1605.
23. Paweł Górnicki 1606-1632.
24. Albert Rudnicki 1633 - 1651.
25. Łukasz Górnicki 1651.
26. Tomasz de Rupniew Ujewski 1652 - 1677.
27. Adam Konarski 1678 - 1685.
28. Franc. Kaźmierz Żórawski 1687 -1702.
29. Jan Franc. Kurdwanowski 1702-1711.
30. Krysztof Antoni de Słupów Szembek 1711 -1715.
31. Jan Franc. Kurdwanowski 1715-1729.
32. Michał Remigiusz Łaszewski 1730-1746.
33. Stanisław Michał Biegański 1747-1763.
34. Carl Friedrich Freiherr v. Zehmen 1765-1798.
35. Ignacy de Matthy 1800-1824.
36. Johann Steifen 1829-1832.
37. Martin Fotschki 1834-1835.
38. Anton Frenzel 1844.

3) Decani cathedrales,
(dozorowali duchowieństwu katedralnemu, opiekując się całym obrządkiem kościelnym).


1. Heinrich 1277-1288.
2. Berthold 1289-1297.
3. Herman 1304-1322.
4. Johann Frank z Belgern pod Myśnia, 1323-1350.
5. Hermann vom Hofe 1350 - 1369.
6. Michael Vischow 1372-1387.
7. Arnold v. Ergesten 1387-1402.
8. Bartholomeus v. Boruschow lub Burschow 1404 do 1426.
9. Jakob v. Seeburg 1431-1432.
10. Johann v. Nicolsdorf 1437-1441.
11. Johann Plastwich 1442 - 1464.
12. Nicolaus v. Tüngen 1466-1468 (episcopus).
13. Werner Mederich 1471 -1474.
14. Christian Tapiau 1475 -1498.
15. Bernhard Sculteti 1499-1517.
16. Johann Ferber 1522-1530.
17. Leonhard Nederhoff 1532-1545.
18. Achatius v. der Trenk 1445 - 1451.
19. Echhard v. Kempen 1551-1588.
20. Johann Kretzmer 1588-1604; jego historyą warmińską przetłumaczył Treter na język łaciński.
21. Fabian Konopacki 1604-1610,
22. Ussiński? 1610-1625?
23. Mielaszewski 1626-1635.
24. Łukasz Górnicki 1638-1651.
25. Präclaus (Brzecisław) Szemborowski 1651-1664.
26. Ludwik Fantoni 1665-1681.
27. Stanisław Buzeński 1682-1692.
28. Jan Wołowski 1692 - 1697
29 Georg Casimir v. Ludinghausen Wolff 1697-1705.
30. Stanisław de Rupniew Ujejski 1706-1709.
31. Józef de Bulowice Nycz 1709.
32. Bernard Theodor Freiherr v. Schenk 1710-1745.
33. Nicolaus Anton Schulz 1745-1761.
34. Matyasz Józef hrabia Łubieński 1761 - 1768.
35. Konstantyn Józef Piwnicki 1768-1779.
36. Carl v. Poeppelmann 1779-1805.
37. Michael Wolff 1809-1823.
38. Martin Fotschki 1823-1834.
39. Josephus Ambrosius Geritz 1835-1842.
40. Theodor Joseph Hoppe 1843 -1860.
41. Joseph Neumann 1860.

Dnia 16 Lipca 1808 obiera kapituła pierwszy raz biskupa pod panowaniem pruskiem, w skutek rezygnacyi Krasickiego; składała się z następujących członków:

1. Carl Freiherr v. Poppelmann, decanus, prezydował, ponieważ sufragan i proboszcz v. Zehmen się uniewinnił.
2. Władysław Gozimirski.
3. Theodor Lutomski, plenipotent zarazem Jana v. Goetzendorf- Grabowskiego.
4. Andreas Pląskowski.
5. Michael Wolf.
6. Ignatius v. Mathy, zarazem plenipotent hrabiego Carl v. Hohenzollern.
7. Adalbert Treptau.
8. Aloysius v. Melitz.
9. Justus Soczewski.
10. Franciszek Borowski, plenipotent Andrzeja Żorawskiego.
11. Jan Cichowski.
12. Joachim v. Kalnassy.
13. Stanisław v. Hatten.
Dziś nazwiska polskie znikły kompletnie z kapituły.

4) Custodes,
(mają w schowaniu skarb, ornaty i ozdoby kościelne, starają się o rzeczy do nabożeństwa potrzebne i szafowali dochodami zakrystyi).

1. Wolquinus 1289-1290.
2. Heinrich 1297-1310.
3. Heinrich v. Wogenap 1317.
4. Berthold 1320-1325.
5. Tylo 1328.
6. Johann Streifrock 1328 - 1355.
7. Johann Hogke 1355-1372.
8. Johann Rone 1375-1384.
9. Arnold v. Ergesten 1385-1386.
10. Tylo v. Głogów 1387 - 1405.
11. Maternus v. Rosenberg 1406-1410.
12. Martin Huxer 1426.
13. Arnold Huxer 1433-1446.
14. Augustin Thiergart 1447-1457.
15. Herman v. Birken 1465.
16. Christian Tapiau 1467-14? 5-
17. Thomas Werner 1476 - 1498.
18. Andreas Tostier v. Cletz 1499-1515.
19. Mauritius Ferber 1516-1523.
20. Tiedemann Giese 1523-1538.
21. Felix Reich 1538-1539.
22. Johann Zimmermann 1539-1552.
23. Eustachius v. Knobeisdorf 1552-1571.
24. Johann Leomann 1571-1582.
25. Michał Konarski 1582-1584.
26. Samson v. Worein 1584-1586.
27. Henryk Semplauski 1586 - 1595.
28. Thomas Treter 1595-1610 (z Poznania, historyk).
29. Samuel Knuth 1610 - 1614.
30. Wacław Kobierzycki 1614-1643.
31. Präclaus (Bracisław) Szemborowski 1644-1651.
32. Georg Marquart 1651-1660.
33. Ludwig Fantom 1662-1665.
34. Andreas Basius 1665.
35. Sigismund Christoph v. Stoessel 1666-1671.
36. Adam Konarski 1671-1678.
37. Zacharias Johann Scholz 1678-1692.
38. Stanisław Rupniew Ujewski 1693-1706.
39. Johann Georg Kunigk 1706-1719.
40. Michał Remigiusz Łaszewski 1720-1730.
41. Albert Ludwik Grzymała 1730-1737.
42. Bonawentura Heinigk 1743-1766.
43. Jan Krzyżanowski 1767-1797?
44. Joachim v. Kainassy 1799-1802.
45. Franz Ksawer hrabia de Verbno Rydzyński 1803 do 1814, ostatni.

5) Cantores cathedrales,
(opiekowali się śpiewem w kościele).

1. Eberhard de Nyssa 1288-1301 późniejszy biskup.
2. Barholomeus 1308-1311.
3. Nicolaus de Danis 1314-1320.
4. Johannes 1322-1328.
5. Wessel 1330-1331.
6. Nicolaus 1340-1352.
7. Tyllo Slusow 1353-1369.
8. Johann v. Essen 1372-1416.
9. Friedrich v. Salendorf 1417-1448.
10. Arnold Coster v. Venrade 1448-1461.
11. Bartholomeus Libenwald 1641 -1469.
12. Otto v. Doringswald 1420?-1474.
13. Thomas Kynast 1482-1490.
14. Mathias v. Launau 1490-1495.
15. Johann Sculteti 1498-1499.
16. Georg van der Delow 1500-1515.
17. Johann Zimmermann 1527-1539.
18. Stanisław Hos(iusz) 1538-1551.
19. Marcin Kromer 1552-1579.
20. Andrzej Patrycyusz Nidecki 1579-1586.
21. Henryk Semplawski 1586.
22. Stanisław Makowiecki 1586-1601.
23. Jan Pissiński 1601-1612.
24. Heinrich Hindenberg 1612-1627.
25. Michael Schambogen 1637-1648.
26. Marcin Skarzewski 1649-1651.
27. Sigism. Christian v. Stoessel 1653-1666.
28. Andrzej Glasnocki 1666-1668.
29. Adam Konarski 1669-1671.
30. Johann Baptista Jakobelli 1671-1679.
31. Joachim v. Hirtenberg Pastorius 1681.
32. Carl Affaita 1682-1692.
33. Johann Georg Kunigk 1693-1706.
34. Stanisław Constantin Wierusz Kowalski 1706-1708,
35. Wawrzyniec Józef de Bulowice Nyecz 1708-1709.
36. Jan Albert de Hatten 1713-1720.
37. Franz Friedrich v. Janowitz 1720-1735.
38. Albert Ludwik Grzymała 1725-1730.
39. Georg Friedrich v. Koenigsegg 1730-1736.
40. Nicolaus Anton Szulz 1738-1745.
41. Jan Kazmierz Lingk 1745-1765.
42. Ignacy Krasicki 1766, pochowany w kościele św. Jadwigi w Berlinie.
43. Jan Kłosowski 1767-1776.
44. Andreas Stanislaus de Hatten 1799-1838, ostatni.

6) Scholastici cathedrales,
(byli przełożonymi szkoły katedralnej, w ogóle szkolnictwa, lecz od roku 1317 już nie figuruje scholasticus; znamy ich w ogóle tylko dwóch. - Przez bule "de salute animarurn" z 16 Lipca 1821 roku są dzisiaj tylko 2 prałatury: proboszcz i dziekan).

7) Biskupi Warmińscy.

1. Anzelm 1250-1264 (1278?)
2. Heinrich I Flemming 1264?-1300.
3. Eberhard de Nyssa 1300-1326.
4. Jordan 1326-1328.
5. Henryk de Wogenap 1329-1334; schizma.
6. Herman de Praga. 1338-1349.
7. Johan I de Meissen 1350-1355. (Jan de Myśni).
8. Johan II Streifrock (Stryprok) 1355-1373. 9. Henryk III Sauerbaum 1373-1401. 10. Henryk IV Heilsberg v. Vogelsang 1401-1415, zatruty ?
11. Johann III Abezier 1415 -1424.
12. Franz Kuhschmalz 1424 - 1457.
13. Aeneas Silvius Piccolomini 1457-1458.
14. Paul Stange v. Legendorf 1458-1467, zatruty.
15. Nicolaus v. Tüngen 1467-1489.
16. Lucas Watzelrode 1489-1512.
17. Fabian Tetinger v. Lossainen 1512-1523.
18. Mauritius Ferber 1523-1537.
19. Johann v. Hoefen Dantiscus 1537-1548.
20. Tiedemann Giese 1549-1550.
21. Stanisław Hos(ius) 1551 -1579, pierwszy Polak.
22. Marcin Kromer 1579 - 1589.
23. Andrzej Batory 1589-1599.
24. Piotr Tylicki 1600-1604.
25. Szymon Rudnicki 1604-1621.
26. Jan Albert 1621-1633.
27. Mikołaj Szyszkowski 1633 -1643.
28. Jan Karol Konopacki 1644.
29. Wacław Leszczyński 1644-1659.
30. Jan Stefan Wydżga 1659-1679.
31. Michał Stefan Radziejowski 1679-1688.
32. Jan Stanisław Zbąski 1688-1697.
33. Andrzej Kryzostom Załuski 1698-1711.
34. Teodor Andrzej Potocki 1711 - 1723.
35. Krysztof Andrzej Jan Szembek 1724-1740.
36. Adam Stanisław Grabowski 1741 - 1766.
37. Ignacy Krasicki 1767-1795.
38. Carl Reichsgraf v. Hohenzollern 1795-1803, vacat do roku 1808.
39. Książe Joseph v. Hohenzollern 1808-1836.
40. Stanisław de Hatten 1836-1841.
41. Josephus Ambrosius Geritz 1841 -1867.
42. Philippus Cremenz 1867.

Perypetie Aleksieja Pietrowicza...

Kampania oczami Rosjanina

Prezentujemy Państwu artykuł Pana Sławomira Skowronka p.t. Perypetie Aleksieja Pietrowicza Jermołowa... dotyczący kampanii napoleońskiej w Prusach w roku 1807. Pełny tekst artykułu do pobrania w pliku PDF

Perypetie Aleksieja Pietrowicza Jermołowa..., *.pdf, 150kb

Drogi Współziomku i Turysto!

Proponuję Ci oryginalną przygodę z epoką napoleońską. Pozwolę Ci spojrzeć na wojnę 1807 oczami jednego z jej uczestników. Wraz z nim przemierzysz ziemie: górowską, lidzbarską i dobromiejską. Pamiętaj wszakże o dwu rzeczach: odwiedzane miejscowości mają ciekawą historię także poza rokiem 1807, zaś inni uczestnicy tej wojny mogą mieć na nią zupełnie inne spojrzenie.

Naszym dzisiejszym bohaterem będzie Aleksiej Pietrowicz Jermołow. W dziejach Rosji postać to znana i zasłużona. Nie prezentuję tu jego biografii, lecz tylko jej wycinek. Rozpocznę cytatem z prof. G.W.Krietinina. Pisze on, że „autorem jednej z najcenniejszych relacji rosyjskich o wojnie 1807 roku był znany generał A.P.Jermołow. Brał on bezpośredni i aktywny udział w wojnie (…) w stopniu pułkownika, dowódcy 7 brygady artylerii. U schyłku życia zakończył pracę nad wspomnieniami, wydanymi już po jego śmierci (…)

W czasie swej służby Jermołow wyróżniał się niezależnością poglądów, za co niejednokrotnie doświadczał niezadowolenia wyższych przełożonych, nie wyłączając imperatorów, począwszy od Pawła I aż do Mikołaja I. Charakter Jermołowa nie zmienił się także u schyłku życia…” W 1807 roku prawie cały czas towarzyszył oddziałom gen. księcia Bagrationa.

Towarzyszami drogi Jermołowa stajemy się już po bitwie pod Pruską Iławą. Po odstąpieniu do Królewca, zawraca on z całą armią rosyjską znów ku temu wielkiemu pobojowisku i przekracza dzisiejszą granicę niedaleko wsi Grądzik.

Sławomir Skowronek