• Dziedzictwo kultury i przyrody
    Dziedzictwo kultury i przyrody
  • Usługi turystyczne
    Usługi turystyczne
  • Turystyka aktywna
    Turystyka aktywna
  • Kultura
    Kultura
  • Sztuka
    Sztuka
  • Warmiński styl
    Warmiński styl
  • Termy Warmińskie
    Termy Warmińskie
  • Przewodnik po Warmii
    Przewodnik po Warmii

Bronisław Słuda - Śladami boga wojny

Warmia i Mazury, nr6/2001, Śladami boga wojny

Napoleon BonaparteMaria Walewska

Cesarz Napoleon Bonaparte 1 stycznia 1807 roku miał po raz pierwszy ujrzeć podczas przypadkowego spotkania przed karczmą w Błoniu szambelanową Marię Walewską. Siódmego stycznia, podczas prezentacji na zamku w Warszawie, przystanął na chwilę obok „słodkiej Marii". Dziesięć dni później na balu tańczył z nią kontredansa i znacząco uścisnął jej rękę. Zafascynowany jej urodą napisał następnie do „trusi z Walewic" trzy listy, na które nie otrzymał odpowiedzi. Do czwartego Napoleon dołączył wspaniałą broszę z diamentów. Walewską nie przyjęła prezentu, co koła towarzyskie stolicy oceniły jako dowód bezinteresowności, jednak zgodziła się pojechać na zamek „i odtąd bywała już tam każdego wieczora, aż do wyjazdu cesarza z Warszawy".

 

Są więc podstawy by przypuszczać, że gdy w ostatnich dniach stycznia cesarz wyjeżdżał z Warszawy, kierując się na północ, jego umysł zaprzątały sprawy wojny, lecz... Do takiego myślenia uprawniają listy do Józefiny, pisane z Warszawy w dniach 3, 7, 8, 11, 16, 18, 19, 23 i 26 stycznia, w których usilnie przekonuje małżonkę, że jej podróż z Moguncji do Polski graniczyłaby z szaleństwem.

Droga wiodła przez Przasnysz. W Wielbarku cesarz stanął 31 stycznia i przebywał tu do 2 lutego, by przez Pieduń, minąwszy Jedwabno wschodnim brzegiem Jeziora Małszewskiego (w Małszewie zabytkowa karczma, dziś w ruinie, nazywana jest „napoleońską") dotrzeć do Pasymia, gdzie noc z 2 na 3 lutego spędził na plebanii. Następnego dnia przed południem Bonaparte przez most Jana wjechał do Olsztyna, poprzedniego dnia zajętego przez Francuzów. Na Starym Rynku, podczas defilady, z dachu kamienicy, w której dziś mieszczą się „Delikatesy", Rydzewski mierzył do Napoleona, jednak nie strzelił, gdyż zamach udaremnili inni mieszczanie. Diariusze napoleońskie nie wspominają tego aktu, lecz zapisał go olsztyński patrycjusz Gunenberg, uważany za świadka wiarygodnego. Po kilku godzinach cesarz z wieży kościoła w Gutkowie kierował ruchami wojsk w potyczce w rejonie Jonkowa. Noc z 3 na 4 lutego spędził na biwaku (skrzyżowanie dróg z Jonkowa do Łupsztychu), gdzie jeszcze w końcu XIX stulecia znajdował się kamień pamiątkowy. Czwartego lutego bawił chwilę na plebanii w Jonkowie, wręczył tam księżej gospodyni kwit na tysiąc guldenów jako rekompensatę za przedmioty zrabowane przez żołnierzy. Kolejny nocleg wypadł na plebanii w Skolitach. Ta noc ma dość bogatą dokumentację. Przebywali tu wówczas poza cesarzem ze swymi adiutantami ministrowie Talleyrand i Murat. Minister wojny Berthier kwaterował w mieszkaniu wikarego. Proboszcz, ks. Kleinkowski, dokładnie spisał szkody i straty, jakie poniósł na kwotę 822 talarów.

Konie dostojnych gości zjadły 76 korców owsa, pozabijano na wieczerzę owce i gęsi, kaczki, jednego wołu, zabrano cztery konie, szory (tj. rodzaj uprzęży, szeroki pas skórzany lub parciany, zakładany na pierś konia wraz z pomocniczymi rzemieniami - przyp. red.), nowy wóz z żelaznymi obręczami i sanie. Kończąc długą listę szkód proboszcz dodał: „Biurko do pisania, komoda i dwie szafy ubraniowe zostały porozbijane przez grabieżców, a Jego Majestat Napoleon Bonaparte łaskawie zużył drzewo do palenia w kominku".

Piątego lutego pojawił się Bonaparte w Żółwnie nad Pasłęka, a nocował na plebanii w Lubominie. Miejscowy ksiądz poskarżył się, że francuscy żołnierze zabrali mu konie. „To jest wojna" - odpowiedział cesarz. Po jakimś czasie do komnaty wpadł tenże duchowny z lamentem, że właśnie wojsko zabrało owies ze spichrza. „Skoro nie ma ksiądz koni, to po co księdzu owies?" - odparł cesarz z żelazną logiką.

Nie wiadomo, gdzie Napoleon spędził noc z 6 na 7 lutego, lecz siódmego był już w Iławce (dziś Bagrationowsk), kierując wstępną fazą bitwy. Nocował w mieście, w domu kupca Jankowskiego, by od rana znów stać na schodach wieży kościelnej lub na cmentarnym wzgórzu. Nie cofnął się nawet wówczas, gdy oddział Rosjan znalazł się bardzo blisko i Bessieres krzyczał: „Ratujcie cesarza!". Bonaparte miał wówczas powiedzieć o Rosjanach: „Patrzcie, jacy odważni". W nocy wojska rosyjskie wycofały się, Francuzi zostali na placu boju i uznali się za zwycięzców. Lecz straty po obu stronach były olbrzymie. Około 30 proc. stanu obu armii stanowili teraz zabici i okaleczeni. Jak ciężka była to bitwa, świadczy relacja naocznego świadka, ni mniej, ni więcej tylko Franciszka Karpińskiego. Sędziwy wieszcz Polski stanisławowskiej, po obejrzeniu pobojowiska „gdzie kilkadziesiąt tysięcy trupów w zimowej porze niepogrzebionych pod niebem na kupach leżało... tak był sobie obrzydził mięso, że go jeść nie mógł".

W Iławce kwaterował cesarz do 17 lutego. Noc z 17 na 18 spędził w domu parafialnym w Górowie, następnie od 18 do 21 przebywał na plebanii w Miłakowie, a od 21 lutego do 1 kwietnia 1807 roku jego kwaterą był zamek po-krzyżacki w Ostródzie. Ta kwatera była niebywale skromna. Zajmował tylko jeden pokój.

Na Mazury Napoleon zaprosił tę, do której pisał w styczniu, po warszawskim balu: „O przybądź Pani, przybądź!
Wszystkie Pani pragnienia zostaną spełnione. Pani ojczyzna będzie mi droższa, kiedy zlituje się Pani nad moim biednym sercem. N.".

Wybór padł na pałac Finckensteinów w Kamieńcu Suskim, do którego przeniesiono główną kwaterę cesarza. Marię Walewską do Kamieńca przywiózł jej najstarszy brat, Benedykt Józef Łączyński. Jak zauważa Marian Brandys, przyjazd Marii do Kamieńca „wprowadził nowy ton w stosunki Walewskiej z cesarzem. To już nie były sekretne, pośpieszne schadzki na Zamku Królewskim w Warszawie, przerywane burzami gniewu Napoleona, oblewane łzami Marii. W mazurskiej głównej kwaterze - w ciszy dwóch przyległych pokojów, w odosobnieniu od reszty świata -burzliwy romans warszawski nabiera cech małżeńskiej solidności". Całą sprawę starano się jednak utrzymać w ścisłej tajemnicy. Nawet osoby z najściślejszego otoczenia cesarza, gdy np. musiały natychmiast skomunikować się z Bonapartem, czyniły to tak, by Walewska miała czas na wyjście z pokoju, w którym spożywała posiłek ze swoim kochankiem. Utrzymanie tajemnicy było tym trudniejsze, że w głównej kwaterze roiło się od Polaków, znających Walewską osobiście (Kozietulski, bracia Łubieńscy), a z którymi brat Marii Benedykt spotykał się nader często i najprawdopodobniej tęgo popijał. W całym okresie swego dobrowolnego więzienia nie wychodziła poza obręb „klauzury". Przez okno patrzyła zza opuszczonej żaluzji. Poza cesarzem kontaktowała się jedynie z kamerdynerem Constantem i mamelukiem Rustanem, bez towarzystwa, bez rozrywek. Miała 21 lat, nie była wtedy jeszcze w Napoleonie zakochana - tak twierdzą jej biografowie. Biograf rodzinny zapewnia, że przyjechała do Kamieńca w misji politycznej z namowy gen. Zajączka i brata, i dopiero później cesarzowi udało się ją namówić do pozostania. Historycy twierdzą, że cesarza przywiązała do siebie nie tylko urzekającą powierzchownością, ale i zaletami wewnętrznymi. Mówi się często o jej bezinteresowności, przytaczając „epizod z szalami", drogocennymi, nadesłanymi do Kamieńca dla cesarzowej Józefiny przez szacha Persji. Napoleon próbował te najpiękniejsze wmusić Walewskiej. Odmówiła przyjęcia, jak i wcześniej klejnotów w Warszawie. Wiele wskazuje, że wierzyła chyba w swą patriotyczną misję i być może ostatecznie z przyjemnością poświęcała się dla dobra Polski, skoro przy pożegnaniu, na pamiątkę dni spędzonych w Kamieńcu, obdarowała Napoleona pierścieniem z napisem: Jeżeli przestaniesz mnie kochać, to nie zapomnij, że ja cię kocham".

Jak wspomina prawnuk i biograf Walewskiej, hrabia d'Ornano, który w latach międzywojennych odwiedził Kamieniec Suski - pokazano mu „napoleoński apartament" ze starym umeblowaniem, zachowanym z czasów historycznego romansu. Stało tam wielkie łoże małżeńskie z baldachimem i zasłonami z purpurowego jedwabiu... Uwagę d'Ornano skierowano na otwór, wycięty w zasłonie łóżka małżeńskiego. Według legendy, podtrzymywanej przez właścicieli zamku, pani Walewską wyjeżdżając stąd wycięła sobie skrawek purpurowego jedwabiu na pamiątkę nocy spędzonych w sypialni cesarza.

Wiadomo, że Napoleon wyjechał z Kamieńca w ostatnich dniach maja 1807 roku, a już 2 czerwca w liście do swej żony Józefiny pisał: „od dwóch dni jestem w Gdańsku. Pogoda piękna, czuję się dobrze. Więcej o Tobie myślę...".

Wykorzystano:
Marian Brandys: Kłopoty z panią Walewską, Warszawa 1971;
Marian Brandys: Kozietulski i inni, Warszawa 1967; miesięcznik „Warmia i Mazury" 1962 nr 7-8, s. 2-14;
Andrzej Wakar: Olsztyn 1353-1945, Olsztyn 1971;
Edward Martuszewski: Coś z życia, Olsztyn 1986.

Share