• Dziedzictwo kultury i przyrody
    Dziedzictwo kultury i przyrody
  • Usługi turystyczne
    Usługi turystyczne
  • Turystyka aktywna
    Turystyka aktywna
  • Kultura
    Kultura
  • Sztuka
    Sztuka
  • Warmiński styl
    Warmiński styl
  • Termy Warmińskie
    Termy Warmińskie
  • Przewodnik po Warmii
    Przewodnik po Warmii

Elżbieta Kaczmarek - Żniwa i dożynki

W XIX w. i wcześniej, kiedy na Warmii dominował niwowy układ pól i trójpolowy system uprawy roli żniwa były praca wspólną. Rozpoczynano je najczęściej w II połowie sierpnia, choć w przeszłości zdarzały się lata takich anomalii pogodowych, że termin żniw ulegał znacznym przesunięciom. Ze zbóż uprawiano najczęściej żyto, owies i jęczmień, a na lepszych glebach pszenicę. Nawożono głównie nawozami naturalnymi: obornikiem, szlamem i mułem z rzek i jezior oraz niebieski łubinem (tzw. gorzkim), który siano i po okresie wzrostu zaorywano. Hymnem żniwiarzy śpiewanym przy rozpoczynaniu pracy była XVI-wieczna pieśń z Kancjonału Jerzego Wasiańskiego:

 

Pola już białe, kłosy się kłaniają.
Stworzycielowi cześć i chwałę dają
Wołają: pójdźcie, sierpy zapuszczajcie
A Boga chwalić nie zapominajcie
Czekalim przez rok dobrotliwy Boże,
Kiedyś gotował na pokarm to zboże.
Co dziś nam dajesz ochotnie zbieramy
Tylko z Twej szczodrej ręki
Żywność mamy

Żęto parami: przodem szedł mężczyzna z kosą, z tyłu za nim kobieta wiążąca pokosy skręconym ze słomy powrósłem i ustawiająca snopy w kopy, tzw. mendle, na polu. Kosiarz wcześniej wyklepywał ostrze kosy i ostrzył je osełką. Kiedy w całej wsi rozlegał się dźwięk klepania kos mówiono: "Głuchy święty nas posłyszy". Powiedzenie to wzięło się od opowieści o świętym, który nudził się w niebie i szukał zajęcia. Wreszcie zniecierpliwiony Pan Bóg powiedział: "Idź, gdzie proszą", a że święty był przygłuchy zrozumiał "Idź, gdzie koszą". Jeśli więc usłyszy dźwięk kos przychodzi i płacze nad biednymi ludźmi, a wtedy zaczyna padać deszcz. Osełkę miał też kosiarz przy sobie w czasie pracy wsuniętą do specjalnego futerału przywieszonego do paska. Futerał był napełniony wodą, ponieważ na mokrej osełce ostrzyło się kosę lepiej. W czasie pracy co jakiś czas ostrzył kosę ponownie. Kobiety z kolei miały grabie do zgarniania źdźbeł zboża i do podgarniania ustawionych snopów. Najczęściej były to duże, drewniane grabie, czasem jednak mniejsze, o krótszym stylisku i bogato zdobione, będące prezentem od ukochanego. Do tej ciężkiej pracy ubierano się w specjalny sposób. Mężczyźni nakładali buty z cholewami, spodnie, koszulę, kamizelkę (westkę), którą zdejmował i gdy było gorąco i słomkowy kapelusz dla ochrony przed słońcem. Kobiety wkładały na głowę biała perkałową chustkę, koszulę z długimi rękawami oraz luźny bezrękawnik i szeroki fartuch. O 12.00 , gdy dzwoniono na Anioł Pański przerywano pracę, odpoczywano i spożywano przyniesiony w dwojakach posiłek. Praca trwała od wschodu do zachodu słońca. Kosą koszono zboże dopiero od II połowy XIX w. Narzędzie to znane było już wcześniej, ale używane jedynie do koszenia trawy. Zboże natomiast ścinano zgodnie z prastarym obyczajem, sierpem (same kłosy). Początkowo kosa jako narzędzie do koszenia zboża, budziła poważne sprzeciwy - uważano, że nie godzi się zboża-chleba kosić kosą, że spowoduje to nieurodzaj, a w konsekwencji głód, którego bardzo się obawiano, tym bardziej, że klęski nieurodzaju zdarzały się na Warmii dość często i wspomnienie o nich było wciąż żywe. Przez pewien czas, w końcu XIX stulecia funkcjonowało w związku z tym narzędzie będące swojego rodzaju kompromisem. Był to tzw. półkosek - rodzaj kosy na krótkim trzonku, obecnie spotykany bardzo rzadko nawet w zbiorach muzealnych. Mimo, że zbiór zboża był ciężką pracą kosiarze starali się zachowywać dobry nastrój. Każdy z przechodzących obok zwyczajowo pozdrawiał ich słowami "Boże pomagaj" a w odpowiedzi słyszał "Bóg zapłać". Zboże i powstający z niego później chleb zajmowały bowiem w wierzeniach ludowych, a także w gospodarstwie szczególną rolę jako podstawowy produkt spożywczy. Ostatni snop zwyczajowo wiązał właściciel pola. Istniał także zwyczaj pozostawiania na polu rosnącej garści zboża. Mówiono, że zostawia się ją dla myszy, żeby nie niszczyły zboża w stodole. Mówiono też "Bierzta myszki knozie, a nie liźta do gospodarza w zboże. Ta garść zboża zwana pępkiem lub kurką zostawiana była dla bóstwa opiekuńczego pól Kurkasa, który wedle miejscowych wierzeń zamieszkiwał w zbożu, a w czasie żniw cofał się wraz z malejącym łanem. Zboże na polu zostawiano dla niego na zimowe mieszkanie, aby nie odszedł i cofnął swojej opieki. Pamięć o Kurkasie z czasem zanikła, ale zwyczaj pozostał uzasadniany obroną przed myszami. Dożynki wyprawiali na zakończenie żniw jedynie "majątkarze" - najbogatsi gospodarze. Po zakończeniu zbioru kosiarze i wiązarki stroili kwiatami polnymi i kłosami swoje narzędzia pracy, splatali z najpiękniejszych kłosów i kwiatów wieniec dożynkowy lub tzw. "równiankę", którą umieszczano na wozie. Wóz był również udekorowany, a w szprychy kół miał wsunięte patyki, aby sprawiać jak największy hałas. Za wozem z wieńcem ustawiali się żeńcy - w pierwszej parze przodownicy i cały orszak ruszał do domu gospodarza. Po drodze śpiewano pieśni żniwne z refrenem "Plon, niesiemy plon...", często żartobliwe, wykpiwające poszczególnych żeńców i przymawiające się do gospodarza o zapłatę. Na wkraczających na podwórze żeńców czekał obfity poczęstunek i dziewczęta, które starały się oblać ich wodą. Grała też do tańca kapela, a pierwszy taniec tańczył gospodarz z najlepszą wiązarką.

Wszelkie prawa zastrzeżone.
Share