Dytrych von Altenburg

Dytrych von Altenburg

MISTRZ WIELKI KRZYŻACKI SZEŚĆNASTY

Dytrich albo Teodoricus grof z Altenburgu, mając lat wieku swego 80, marszałkiem pierwy i wiceregentem mistrzowskim będąc, na stolicę mistrzowską wybrany roku 1329 za panowania cesarza Ludwika a króla polskiego Władzisława Łokietka. Lat 10 panował, w Toruniu umarł, a w Malborku u Św. Anny pochowan.

Za początku panowania mistrza tego (jako i zawsze) upokoić się nie mogli Krzyżacy, słowa nie trzymając, szkody w Polszcze gdzie mogli czynili, do czego też powodem Wincentego z Szamotuł dostali, którą rzecz krótkoć przełożę. Roku 1331 Władzisław król, widząc się być zgrzybiałego a nieprzyjacioły zewsząd utrapionego, w Chęcinach sejm złożył, na którym ugadzając starości i pracam swym, Kazimierza syna na wielkopolskie państwo rycerstwo z królem przełożyli, z starostwa złożywszy Wincentego z Szamotuł z domu Nałęcz, aby tak Kazimierz w niebezpiecznościach od Prusów zachowanie pewne mógł mieć, a iżby Czechowie i Sasowie nań się oglądali. Za zelżywość to sobie Wincenty miał, iż mu to starostwo wzięto, a gniewem i bojaźnią o co innego zwiedziony, do mistrza pruskiego się uciekł, któremu, gdy przyścia swego przyczyny przełożył, łatwie go obmyślawającego burzenie Polski namówił, że do Wielkiej Polski wojska swe na plundrowanie posłał. Do Pyzdr tedy naprzód ciągnęli, wiedząc, iż tam Kazimierz królewic z dworem swym mięszkał, którego miasta jak nieobronnego łatwie dostali, ale czego szukali nie naleźli, bowiem Kazimierz królewic o przyściu nieprzyjacielskim wiadomość mając, z małą drużyną z miasteczka wyjachawszy, w gęstym lesie tymczasem się chował. A Krzyżacy, że go nie dostali, nad pospolitym człowiekiem bez lutości się mścili, siekli, mordowali i okolicznie po wsiach połupiwszy, wszystko w popiół obrócili, a do Torunia gdzie mistrz pruski był z korzyściami się wrócili.

Podobała się ta sprawa Wincentego mistrzowi, a przetoż zebrawszy więtsze wojsko z Niemiec i Iflant posłał go znowu wojować Polskę. Którzy przypadszy do łęczyckiej ziemie pustoszyli wszystko i zamek ubieżawszy spalili. W kaliskiej kraj zaś się udali, a ogniem i mieczem burząc co się nawinęło, żamek też kaliski, który na przedmieściu na ten czas był, spalili, ale gdy miasta dobyć chcieli, niepocześnie odniego odegnani. Tam pięć dni mięszkali oczekiwając króla czeskiego Jana, który się im na pomoc przyjechać obiecał. A gdy próżno czekali, ruszyli się sami burząc i pustosząc Gniezno, Żnin, Nakiel, Śrzodę, Pobiedziska, Kostrzyn, Kleczow i wsi okoliczne popalili, z kościoła gnieźnieńskiego jako inni pogani skarby i klejnoty miedzy się rozszarpali, Wojciecha też św. (nabożni) kości szukali, ale były dobrze schowane.

Do sieradzkiej ziemie potem się ruszyli, a tam także nieprzyjacielską srogość okazowali, Uniejów, Siradz, Staw, Turek, Wartę, Sądek i wsi okoliczne spalili. W Siradzu przeor Dominikanów mając z dawna znajomość z kontorem elbiągskim,e przyszedł do niego, a uklęknąwszy prosił, aby mu klasztora nie ruchał. Kontor odpowiedział, iż nie rozumie po polsku. Także jako wilcy drapieżni naprzód się na klasztor rzucili, skarby kościelne i pospolitego ludu, które byli tam znieśli wybrawszy, klasztor zapalili. Obciążeni łupy do Prus się wracali, tam od Konina 3000 ich się w kozactwo oderwało, ale ci do jednego od Polaków zbici.

Trzeci raz Krzyżacy zebrawszy wojsko więtsze do Polski wciągnęli. Władzisław król smęcien był, że go te przygody w jego starości potykały, widząc od jałmużników swych lud ponędzony, ziemię spustoszoną, a to za przywodem Wincentego. Zebrał jednak ile mógł naprętce swego tylko ludu, ale z wielkością Krzyżaków potkać się nie ważył, utarczkami tylko z kątów je trapił. Przemyślawając frasowity jakoby temu zabieżeć mógł, ta mu się droga nalepsza zdała, aby Wincentego zaś ku sobie nakierował. Wyprawił przeto posły do wojska krzyżackiego, które nauczył, aby się zbiegi od króla polskiego być mienili, a dla bezpieczeństwa lepszego do nich się udają, tymczasem, aby z Wincentym potajemnie mówili, żeby na swe gniazdo pamiętał, nad utrapioną ojczyzną się smiłował, obiecując mu tego wszystkiego przebaczyć.

I nieźle się ta rada królewi szańcowała, obaczył się bowiem Wincenty, a żałować za swój występek począł, uważając pilnie u siebie jako wieczną niesławę imieniu i familijej swojej na potomne czasy zostawi. Chcąc tedy tę niesławę zatłumić, a świeżą dzielnością pierwsze krzywdy nagrodzić, w nocy z obozu krzyżackiego jakoby na straż wyjechał i do króla przyszedł, prosząc odpuszczenia za przewinienie, co i otrzymał. Króla też do stoczenia śmiele bitwy wiódł, powiadając o wielkim ludu, ale nikczemnym, który obciążony łupem, więcej będzie z nim chciał uciekać, niż się potykać. Sam też Wincenty obiecał, gdy się nań Krzyżacy nic nie spodzieją, z tyłu na nie uderzyć. Tak z królem postanowiwszy, do obozu krzyżackiego się wrócił, a onym serca dodał, powiadając być małą trochę Polaków, którzy bitwy zwieść nie będą śmieli. Król zaś lepszej już myśli będąc, wojska szykował, a gdy słońce wschodziło w dzień św. Stanisława pod krzyżackie się wojska przymknął we wsi Płowce albo Blewo blisko Radziejowa, sam na czele stanąwszy, swym dobre serce czynił, a Krzyżakom znak do bitwy dawał.

Strwożyli z sobą nieco Krzyżacy, nie spodziewając się tego, jednakże kożdy jako naprędziej do zbroje się miał. Stoczyli z sobą z obu stron ogromną bitwę, Władzisław król swe posila, a gdzie potrzeba świeżego ludu dodaje, tak na obie stronie wątpliwe zwycięstwo było. Widząc już czas Wincenty z strasznym okrzykiem na niespodziałe Krzyżaki z tyłu z swoimi uderzył, oni strwożeni pytają co by się działo, ale gdy nie o wszytkim mogli tak prętko sprawę mieć, jęli się mieszać, a Polacy tym więcej nacierają, że Niemcy uciekać musieli, naszy goniąc więcej niż w bitwie ich pobili, tak że 40 000 Niemców na ten czas poległo (jako Długosz pisze), acz inszy dwadzieścia tysięcy tylko kładą. Zabici też są komendatorowie Herman z Elbiąga, Olbrycht z Gdańska i innych wiele, krom poimanych. Naszych z łaski Bożej mało ubyło (jako Kromer świadczy), pospolitego ludu tylko 30, a szlachciców przedniejszych 12. Inszy kładą pospólstwa pobitego polskiego liczbę 500, ale jakożkolwiek kożdy obaczyć może, że nierównym pocztem wielką moc Niemców Polacy zbili z małą szkodą swoich, a zwycięstwo sławne odnieśli. Z obozu krzyżackiego Polacy na ten czas siła pobrali, roku 1331, 27 dnia wrzesznia.

Objeżdżając potem król po bojewisku ujźrzał Floryjana Szarego, szlachcica polskiego, który we troje w tej bitwie oszczepy będąc przekłóty, leżąc tkał w się jelita, co mu z brzucha wyłaziły i stanąwszy nad nim z żałością rzekł: „I ten wielką mękę cierpi!” Odpowiedział Floryjan: „Jeszczeć to nic, miłościwy królu, ale kto ma złego sąsiada w jednej wsi jako ja mam, to gorsza!” A król do niego: „Nie frasuj się (rzekł), będziesz wolen tego złego, jeśliż żyw zostaniesz”. I kazawszy go podnieść, aby był opatrowan pilnie rozkazał. Wyzdrowiałe go potem skupiwszy złego sąsiada, z królewskiej szczodrości wszystką wsią darował. Nadto, aby rycerskiej dzielności wieczne z potomkami swymi świadectwo miał, trzy oszczepy mu za herb darował, a Jelitami mianował, bo pierwej Koźlerogi za herb nosił, które odrzucił.

Tak dochodzili przodkowie naszy nieśmiertelnej sławy. Wincentemu wojewodzie też za tę posługę wina przepuszczona i do pierwszej godności przywrócony, ale rycerstwo mając nań serce zakrwawione, ie przezeń utracili namilsze rzeczy swe, na sejmie pospolitym rzuciwszy się nań, zabili go.

Starali się potem Karzeł węgierski i Jan czeski królowie o ugodę miedzy Władzisławem królem polskim i Krzyżakami, ale gdy ziemie pomorskiej wrócić Krzyżacy się zbraniali, sprawić też nic nie mogli. Bez mięszkania potem zebrawszy lud wielki z Niemiec, Kujawy i Dobrzyń wojow,li i siła miasteczek małych pobrali. Pakości zamku Wojciech Kościelecki, wojewoda brzyski, mężnie bronił i w nieprzyjacielech wielką szkodę uczynił. Władzisław też król z ludem swym przez Mazowszę do ziemie chełmskiej wpadszy, wdłuż i wszerz ogniem i mieczem burzył, aż Krzyżacy przymierza rocznego żądać i nagrodę za utraty postąpić musieli.

Król zaś z ludem gotowym do Wielkiej Polski ciągnął, aby te, którzy do Jana króla czeskiego byli przystali pokarał, tam w Szląsku więcej niż 50 zamków nieprzyjacielskich wziął i spalił. Kościan też położeniem miejsca miasto i zamek obronne obegnał. Ufając swym siłam i obronie zamku nieprzyjaciele śmiali się z tego. Tym poruszony Kazimierz królewic gwałtem do szturmu przypuszczał, aż się podać musieli.

Ostateczna też to już walka króla Władzisława była, bo do Krakowa przyjachawszy, 12 dnia marca z światem się rozstał Roku Pańskiego 1333. W Krakowie pochowan na lewym rogu ołtarza Ładzisława w przeciw zakrystyjej.

Kazimierz, Władzisława Łokietka króla polskiego syn, na królestwo polskie wybrany i pomazany z małżonką swą Anną od Janusza arcybiskupa gnieźnieńskiego roku wyższej mianowanego, 25 dnia kwietnia, któremu dla młodych lat gubernatur przydany jest Jan z Melsztyna, człowiek osobnego dowcipu i wielki miłownik Rzeczypospolitej. Matka Kazimierzowa Jadwiga, spuściwszy acz nie zrazu synowi królestwo, do klasztora sądeckiego wstąpiła.

Roku zaś 1334, dnia 23 kwietnia prosto na św. Wojciech wielki śnieg spadł w Polszcze, który gdy przez pięć dni na posianych rolach wysoko leżał, nad nadzieję strwożonych oraczów wielka tego roku z łaski Bożej zboża wszelakiego obfitość była. Drugiego roku potem 1335 moc wielka szarańczej prawie we żniwa ufcami przyszła, że gdy gęstymi gromadami leciała, słońca ludzie widzieć przed nią nie mogli, a gdy na ziemię padła, do puł goleni końskich na zbożu leżała, a stądże gdy zboże wszystko dojźrzałe wygryzła, głód wielki i drogość nastała.

Tegoż roku w miesiącu listopadzie miedzy królem i Krzyżakami pokój, z rozsądku Karła węgierskiego i Jana czeskiego królów w Wyszogradzie węgierskim jest postanowiony, z krzywdąć Kazimierzową, ale przedsię nań zezwolił, prac wojennych uchodząc. Którego postanowienia ten był spisek, aby Krzyżacy pomorską ziemię i Nieszewę zamek nad Wisłą otrzymali, a królowi dobrzyńską i kujawską ziemie wrócili, 1000 też złotych za utraty odliczyli, ale temu Krzyżacy dosyć uczynić nie chcieli. Złożył przeto król sejm, na którym co by z tym czynić radzono, gdzie się to wszystkim zdało, gdyż po tak niesłusznym rozsądku jeszcze coś gorszego Krzyżacy myślą, mieczem z nimi czynić lepiej, niż tak szkodliwy a sromotny pokój trzymać. Pierwej jednak niżby przeciw nim wojnę podnieść (gotowi będąc zawsze gwałtowi się odjąć) do papieża w tej rzeczy o sprawiedliwość posłać uchwalili. Obrali do tego poselstwa Jana Grotom z Słupce, biskupa krakowskiego, człowieka uczonego, który w Awinium (bo tam na ten czas stolica papieska, a nie w Rzymie była, przez Klimunta V z Rzymu roku 1303 przeniesiona, która też u Francuzów pierwej w Lugdunie, potem w Awinium przez 74 lat trwała) u papieża Benedykta XII to sprawił, że papież Gerarda Tituleńskiego proboszcza i Piotra Gerwazego kanonika Aniceńskiego, legaty i sędzie do Polski i Prus posłał z zupełną mocą skazać co sprawiedliwego, obiedwie stronie wysłuchawszy.

Nie spali też tymczasem Krzyżacy, ale żeby jaką przyczynę mieli nie podawać się na rozsądek papieskich legatów, u cesarza Ludwika listy do mistrza Teodoryka z Aldenburku i wszystkiego Zakonu wyprawili, w których pod ciężkim karaniem im zakazował, aby na żadnego rozkazanie z tych ziem nic nie upuszczali okrom jego zezwolenia. Złożone było temu sądowi miejsce w Warszawie, gdzie mistrz pruski Teodoryk z strone j królewskie j jest pozwany. Na termin z stronej królewskiej proces wszystek na piśmie podał stanąwszy mistrz Bartoldus z Raciborza. Z pruskiej strony mistrz Jakub, pleban z Arnoldy z chełmieńskiego biskupstwa, apelacyją położywszy do papieża, jachał precz.

Nie skwapiali się sędziowie od papieża wysadzeni, ale pokazując się być prawdziwymi posłami i sędziami z ramienia papieskiego danymi przez jawne listy, cały rok tam strawili. Widząc potem upór krzyżacki sędziowie w kościele Jana Św. w Warszawie roku 1339 mocą sobie od papieża zleconą królowi polskiemu pomorską, kujawską, dobrzyńską, chełmieńską i michałowską ziemię (jako własne) przysadzili. A Krzyżakom, aby je oddali z pewną za utraty nagrodą, rozkazali. Czego gdy się uczynić zbraniali, klątwy na nie wielkie dali, ale mistrz z bracią swą mało na to dbali.

Tegoż roku nie mając Kazimierz król mężczyzny potomstwa z Anną Gedyminówną królewą, przed tym już umarłą, na sejmie w Krakowie z pany o sukcesorze na królestwo radził, gdzie za wszystkich zezwoleniem Ludwika siestrzeńca swego, Karła króla węgierskiego syna, po sobie na królestwo polskie naznaczył. Potem sam osobą swoją z świetnymi pocztami do Węgier jachał, a w Wyszegradzie Ludwika siestrzeńca objawił być na miejsce swe przyszłym potomkiem, pod słusznymi jednak umowami.

Tegoż też roku Teodoryk z Aldenburku na pomoc mając falcgrofa reńskiego i inne książęta, Litwę wojowali i wiele więźniów, i korzyści do Prus wywiedli. Ten mistrz wały, przekopami i mocnymi wieżami Malbork dobrze opatrzył dla litewskich najazdów, rychło potem umarł.