Winrych von Kniprode

Winrych von Kniprode 1351-1382

DZIEWIĘTNASTY WIELKI MISTRZ PRUSKI

Weinricus Kniperade na urząd mistrzowski roku 1348 wzięty, za panowania cesarza Karła a Kazimierza Wielkiego króla polskiego, na którym urzędzie 31 lat był. Ten to mistrz Weinryk Kniperade naokrutniejszy nieprzyjaciel był Litwie poganom, które bez przestanku zbierając lud z krześcijańskich państw, Litwę, Żmodź trapił, mordował, ziemie pustoszył a prawie je do gruntu wykorzenić chciał. Litwa zaś przywykła wojennym z dawna sprawom, wzajem mistrzowi oddawali i pod czas we dwójnasób szkodę sobie nadgradzali, co tu krótkości folgując opuszczam, tylko pamięci godne rzeczy przypominając.

Roku 1349 uspokoiwszy ziemie ruskie Kazimierz król z szcześliwego powodzenia podnioswszy się w pychę, rozkoszy tylko a lubości cielesnych patrzał i jawnie miłośnice w Opocznie, w Krzeczowie, we Czhowie sobie chował, z czego gdy był od Bodzęty biskupa krakowskiego z powinności napomniany, nic na to nie dbał, ale owszem gorszy był, bo poddane biskupie niezwykłymi podatkami i zaciągami trapił. Dali o tym znać polscy biskupi papieżowi, rozkazał, aby imieniem jego był napominany, na które gdyby nie dbał, aby był klęty. Nie kożdy się tego śmiał ważyć, ale Marcin Baryczka, wikary kościoła krakowskiego na zamku, gdy to z powinności swej uczynił, kazał go król Kazimierz w Wiśle utopić. Bodzęta biskup krakowski widząc być króla nieukaranego i zatwardziałego, wydał nań klątwę. Pan Bóg też pomstę swą pokazał nad nim, bo przez dwie lecie srogie powietrze morowe Polskę tak barzo splundrowało, że miasta i wsi bez ludzi puste stały. A bywać to, że quidquid delirant reges, plectuntur Achivi, ale i z nas kożdemu trzeba się czuć. Król potem, widząc kaźń słuszną na sobie Bożą, żądał rozgrzeszenia, które potem od Klemensa VI papieża otrzymał, a za pokutę wiele kościołów w Polszcze pobudował.

Tegoż roku po wszystkim prawie krześcijaństwie sekta nowa się rozmnożyła, iż mężowie i niewiasty nago chodzili po pas, biczując się i rózgami siekąc, którzy tak się włóczyli rotami po świecie, chorągwie przed sobą nosząc a płaczliwymi głosy wspomożenia Bożego wzywając. Do Polski potem z Węgier ci biczownicy przyszli, których nabożeństwo i nauka gdy była obłędna i fałeczna uznana, pokarani są. Także ta sekta, że z Boga nie była, długo trwać nie mogła i jako się prętko wznieciła, tak niedługo świeciła.

Najeżdżała tych czasów Litwa często do Polski a wielkie szkody czynili, a do tego wodze mieli sameż Polaki, którzy ojczyznę miłą zdradzali, bo przebiegi wiedząc (jako domowi), drogi bezpieczne Litwie ukazowali. Trafiło się, że Piotra Pszonkę, Polaka z herbu Janiny, Litwa pogani do Małej Polski chcąc wtargnąć, dla przeszpiegowania brodu na Wisłę posłali, który nalazszy bród, przez Wisłę od brzegu do brzegu długie zierdzi stawiał, znak gdzie by przebywać mieli czyniąc, co wróciwszy się Litwie oznajmił. Mało potem rybitwowie na to miejsce w czółnach przypłynąwszy, domyśliwszy się zdrady, one zierdzie na głębią wstawili. W ciemną tedy noc Litwa, aby bez wieści na nasze przypadli (za pokazaniem Pszonki przy zierdziach już indzie przestawionych), przeprawiać się spieszno poczynają, ale gdy bystrość i głębokość wody wiele ich z końmi pożarła, książęta litewskie obawiając się zdrady, Piotra zdrajcę na brzegu Wisły ścięli, a polskiej zasadki się bojąc, nocą ujeżdżali nazad. Powiadają, że Jagiełło, gdy królem został, Piotra Pszonki dla jego zdrady dobra pobrał, jako wieś Krzyżanowo, którą do starostwa lubelskiego przyłączył.

Roku Pańskiego 1353 gdy w marcu, w kwietniu i w maju zboża wszelakie i dni gorące tak barto się rozkochały, że już kłosy kwitnęły, uderzyły potem zimna srogie, a śnieg gwałtowny na dwa łokcie wzwyż spadł. Frasowity oracz Bogu to poruczał, a prace swej pożytku mało się spodziewał, ale Pan Bóg po onym śniegu żyznością niesłychaną Polskę opatrzyć raczył, ci lepak co śnieg z zboża zmiatali, żadnego pożytku nie wzięli. Iście się ci na Boga nie spuszczali.

Tegoż roku i wtórego potem Litwa srodze pruską ziemię wojowała, a mistrz Weinryk nie śmiał z nimi bitwy stoczyć, przetoż bez odporu z wielkimi korzyściami Litwa do domu się wracała.

Semowit książe mazowieckie państwo swe do Korony Polskiej przyłączył i wcielił, obiecując się z potomkami swymi królowi polskiemu i jego sukcesorom hołdownikiem być, a ziemie mazowieckiej dziedzicem króla polskiego uznawać, co przysięgą jawnie w Kaliszu potwierdził roku 1355, dnia 27 grudnia.

Tegoż roku krainy Podgórskiej Rusi przez Litwę spustoszone ludem niemieckim król Kazimierz osadził, czego znaki po dziś dzień mamy około Łańczuta, Przemysła, Sanoka, Jarosława etc., ich osadą gospodarstwem w tamtych krajach znacznymi. Pozwolił im też król magdeburskim się prawem sądzić, a za swą łatwością i innym leda miasteczkam, skąd szlachta chłopim go królem zwali. Jednak do Magdeburgu apelacyi bronił, bo w Krakowie na zamku to prawo ustawił, wójta sam dając z siedmią ławników, których wielki rządca zamkowy obiera.

Weinryk Kniperade, mistrz wielki pruski, tegoż roku Żmodź wojował, a gdy z korzyściami do Ragnety się wrócił, sam z konia spadszy rękę prawą złamał, a tejże nocy zamek ragnetski zgorzał, więźniów też Litwy mając czas po temu wiele uciekło.

Na drugi rok książęta litewskie Olgierd, Kiejstut, Patryk wielką mocą (mszcząc się krzywdy) do Prus wciągnęli, a gdy im Krzyżacy odporu dać nie mogli, spustoszenia ziemie napatrzyć się musieli, a Litwa w mnogimi łupami bezpiecznie uszli.

Roku 1357 mając Rzesze Niemieckiej i inszych krześcijan mistrz pruski pomoc wielką, wyprawił Sifrida z Daweltu, marszałka pruskiego, do Litwy z ogromnymi ufy, który bez odporu plundrował, palił, mordował, a łupów i korzyści wzajem oddając wiele wywiódł.

Żałosną i opłakaną rycerstwa polskiego w płonińskim lesie porażkę tu przypomnieć swym porządkiem nakrótce muszę. Zmarły Stefan, wojewoda wałaski, dwu synów: Stefana i Piotra po sobie zostawił, którzy o stolicę wojewodzą z sobą czynili. Piotr (acz młodszy), gdy swą ludzkością myśli poddanych k sobie nawrócił, pomocy też z Węgier dostał, łatwie hospodarstwa doszedł. Bolało to Stefana i przetoż z Wołochy, co jego stronę trzymali, do króla Kazimierza o pomoc się uciekł, którą (gdyż się być hołdownikiem królewskim obiecował) łatwie otrzymał, aby tylko na państwo ojczyste był wsadzon. Zebrawszy przeto król z Małej Polski i z Rusi wojska na nowie miesiąca lipca, do Wołoch z Stefanem posłał. Piotr lepak bacząc nierówny poczet swych przeciw Polakom, fortylem umyślił ich pożyć, a iżby to tym łatwiej sprawił, wygnańce w swą łaskę przyjął. Lasem gęstym Polacy w pośrzodek ziemie wałaskiej mieli, Płoniny od niepłodności rzeczony, ciągnąć, tam Petryło wojewoda z swymi się zasadził, a drzewo przy drogach, gdzie naszy iść mieli, tak spodrębował, że na pniach mało się trzymały. Gdy już w gęstwią Polacy weszli, z zasadki Wołoszy wyrwawsży się, drzewa podcięte na nie zobalali, tak iż jedno drugie waliło. Rycerstwa zacnego mnohość wielka zginęła, ostatek ułomnych w ręce nieprzyjacielskie przyszła, sam tylko (jako piszą) Nawoj Tęczyńsk ręką obronną uszedł, a potem szedszy do Rzyma duchownym został.

Napierwsza a sromotna Polaków od Wołoch to porażka była, drugą niżej najdziesz. Usłyszawszy tę nieszczelną porażkę król Kazimierz na zdradę zbiegów się żałował, do Wołoch potem dla wykupu więźniów posłał, co za pieniądze łatwie otrzymał. Nie mniejsza domowa porażka drugiego roku 1360 była, gdy srogie powietrze przez sześć miesięcy Polskę plundrowało, że po wsiach i miasteczkach połowica prawie ludu była v wymarła, w Krakowie samym 20 000 ich obliczono.

Tegoż roku Weinryk mistrz pruski mając świeży lud niemiecki, z margrabią brandeburskim Ludowikiem, synem Ludwika cesarza, wyprawił się do Litwy, nad wszystkim wojskiem Szindekopa wielkiego marszałka zakonnego hetmanem przełożywszy, Litwę i Żmodż srodze wojował. A trzy razy tego roku odwrót czyniąc do Litwy, wielką moc korzyści i więźniów do Prus wywodził, tak że więtsza część litewskiej i żmudzkiej ziemie pustkami stała.

Chciał za trzecią wyprawą niemiecką Kiejstut swoich ratować, ale od wielkości zbrojnych niemieckich ufów porażony i sam poimany, sławniejsze Niemcom zwycięstwo uczynił. Dawszy potem za się więźniów krześcijan niemało, z więżenia był puszczony, ale im zaś niedługo w garść wpadł, bo bijąc się mężnie z Niemcami, od Henryka Hekierzbeka drzewem z konia wysadzony, znowu poimany. Dali go potem na lepszą straż do Malborku, łańcuchami i pętami go związawszy, do mocnego sklepu wsadzili. Ale tej nędze niedługo cierpiał, bo Litwin jeden u Krzyżaków niedawno okrczony dodał mu naczynia, iż się wyłamał, a iżby tym bezpieczniej uszedł, ubioru krzyżackiego, szpady i konia mu dodał, tak z zamku przez miasto wyjachał, a do lasa dunąwszy; p konia porzucił i po słońcu się znacząc, nie drogą dla pogoniej, ale nawiętszą gęstwiną szedł, aż do mazowieckiej księiny Anny, córki swojej, którą był dał za Janusza, zabłądził, która ojca poznawszy w onej nędzy, wczas mu wszystek uczyniła, a tak gdy sobie wytchnął, poczciwie do Żmodzi odesłan jest.

Tudzież się tego chciał zaś Kiejstut pomścić, zebrawszy przeto co nawięcy ludu, do Prus wtargnął, trzech zamków: św. Jana zamku, gdańskiego i Heckerzbergu dobył i spalił, korzyści wielkie wybrawszy, Niemce jedne pomordował, drugie powiązał. Miedzy więźniami siła zacnych szlachciców było i komendator gdański Jan Kolin Gdy nazad z łupami i więźniami Kiejstut kierował, potkali się z nim dwaj kontorowie, jeden z Rastembergu, drugi z Bartenstein, uderzyli w się śmiele, ale Niemcy przemogli i Kiejstuta trzecikroć poimali rannego od kontora z Nieszewy, gdy się mężnie bronił. Oszukał je potem gdy się ubezpieczyli i uciekł, skąd miedzy nimi podejźrzenia jeden na drugiego urosły.

Na drugi rok 1362 wetował się mistrz pruski zburzenia zamków swych nad Litwą, mając dobrowolnych żołnierzów mało nie ze wszystkiego krześcijaństwa wojska wielkie, z którymi do Litwy ciągnął a Kowno obległ. Książęta litewskie przybyli swym na odsiecz, ale ustąpić musieli, od Niemców porażeni. Dobył potem mocą (nie bez szkody swoich) mistrz Kowna, Pisteny, Welony i do gruntu zburzywszy, ostatek w popiół obrócił, z wielkością potem łupów i więźniów do Malborku się wrócił.

Tenże rok w Polszcze znaczny drogością i głodem był; który jednak szczodrością królewską niejako jest uśmierzony, bo mając król pełne stodoły .i spichlerze zboża, w żyzne lata dla przygody zachowanego, bogatszym za pieniądze albo odmianę przedawano, ubogich o nie mieli za co kupić do roboty obracać kazał, aby tobie tak chleb zarabiali, którymi ludźmi wiele zamów, murów, wałów, grobli, stawów, sadzawek etc. porobił. Na ten czas przekop około Kazimierza Krakowskiego robiono, w który puł Wisły wpuszczono dla spuszczania w dół drew i soli. Zebrał przy tym Kazimierz z przedanego zboża niemałą sumę pieniędzy pomocną sobie do świetnej wyprawy wesela na drugi rok, bo Karzeł IV cesarz Elżbietę, wnuczkę króla Kaiimierza, a książęcia sczeczyńskiego Bogusława córkę, w małżeństwo brał. Na które wesele do Krakowa proszeni zjechali się na mięsopusty: Ludwik węgierski, Zygmunt duński i gotski, Piotr cypryjski królowie. Książęta takież: Otto bawarskie, Semowit mazowieckie, Bolesław świednickie, Władzisław opolskie i Bogusław z córką swoją poślubioną, na ostatku cesarz z świetnymi pocztami książąt i grofów niemieckich, czeskich, morawskich przyjachał, przeciw któremu Kazimierz król z królmi i książęty ozdobnie milę od Krakowa wyjachał, oblubienica też z kosztownie przybranym fraucymerem witać go wyjachała. Po winszowaniu potem sobie od Boga wszego szcześcia, z radością do Krakowa wjachali. Cesarz na prośbę Kazimierza króla w zamku stanął, innym wszystkim według dostojeństwa gospody dane i wszystkich potrzeb nie żałowano, że na rynku wina z fasami, owsy etc. stały, aby każdy podług potrzeby sobie brał. Trwało to wesele przez całe 20 dni z wielką szczodrością królewską. Ślub małżeński Karłowi cesarzowi z księżnią Elżbietą w kościele na zamku przez Jarosławia arcybiskupa gnieźnieńskiego był dany.

Tych wszystkich gości, królów i książąt szafarz królewski, mieszczanin i rajca krakowski Werynek imieniem rodzic z Rynna, szlachcic herbu Łagoda, człowiek majętny do siebie na ucztę prosił i częstował ich kilka dni z wielkim dostatkiem, na czym nie przestając cesarza, króle, książęta znamienicie darował, tak iż samego króla Kazimierza na 100 000 złotych czerwonych kosztował. Postanowiwszy potem miedzy sobą i przysięgami utwierdziwszy wieczne przymierze, rozjachali się.

W roku 1363 Weinryk mistrz pruski mając na pomoc Wolfganga grabie bawarskiego, mistrza też iflantskiego, rozpuściwszy zagony okrutnie Litwę wojowali, a bez odporu z wielkimi korzyściami do domów się wrócili. Tudzież marszałek pruski z świeżym wojskiem pod Grodno ciągnął, ale gdy go mężnie Litwa broniła z książęciem Patrykiem, kilka szturmów straciwszy musiał ustępować. Zburzywszy jednak okoliczne włości, bez łupów i więźniów świeżych do Prus się nie wrócił. Z krwawionymi potem sercy bez przestanku z obu stron się najeżdżali, a wzajem szkody i morderstwa sobie oddawali, nie mniej Litwa jako Krzyżacy potężni, co by długo wyliczać.

Roku 1370 Kazimierz król polski goniąc jelenia u Przedborza dnia 9 miesiąca wrzesznia, padł z nim koń i stłukł sobie goleń lewą, tak iż na wozie pierwej do Sędomierza, potem do Krakowa przywiezion. Bacząc się być chorego, testament porządnie uczyniwszy i Pańskie Świątości przyjąwszy, dnia 5 listopada umarł, na zamku w kościele Stanisława Św. w grobie marmurowym z żałością wszystkich pochowan. Królował Kazimierz w Polszcze lat 37, żył 60, sławny więcej pokojem niż wojną. Stąd też Wielki sam miedzy królmi polskimi rzeczony, bo acz i wojennych spraw był świadom, ale więcej ludzkością ku wszystkim wobec to imię sobie zasłużył. Tudzież że insze przodki swe gospodarstwem, czujnością, budowaniem, ustawy praw przewyższał, że cokolwiek Polska ma murowanego, z jego nawięcej starania ma. Tę do siebie winę (w kożdym naganienia, ale osobliwie w zwierzchności godną) miał, że lubościami cielesnymi tak był zmamiony, iż też i żydowskiej Hester do tego używał, za której staraniem Żydowie wielkich u niego prerogatyw doszli.

Ludwik król węgierski, siestrzeniec Kazimierzów, na królestwo polskie jest wybran i koronowan przez Jarosława arcybiskupa gnieźnieńskiego roku 1370. Przez 900 lat i więcej aż do Kazimierza króla zawsze miała Polska narodu swego króle i książęta, okrom jednego Wacława czeskiego, a od Kazimierza Wielkiego śmierci obcy poczęli w Polszcze królować, jako ten Ludwik z Węgier, Jagiełło po nim, którego potomstwa teraz jeszcze mamy królową Annę, najaśniejszemu królowi Stefanowi za małżonkę daną.

Utrapiona za panowania tego Ludwika Polska była, bo nie tylko że różnych był od Kazimierza obyczajów, ale też Polakom trudny był do niego przystęp i sprawy wszystkie przez tłumacze odprawował, tudzież co miał krainy od Polski oderwane zaś zdobywać, to jeszcze niektóre powiaty od Polski oderwawszy, książęciu opolskiemu Władzisławowi dał, jako ostrzeszowską, wieluńską ziemię, olszyński, krzepicki, bobolicki powiaty, Brzeźnicę też w sieradzkiej ziemi ku temu przydał.

Pomięszkawszy nieco w Polszcze do Węgier się wrócił, zostawiwszy gubernatory w ziemi, władza jednak wszystka przy matce jego była, królowej Elżbiecie, która niewieści rząd zaczęła, bo ludźmi godnymi i statecznymi gardziła, na urzędy i do rady młode, nikczemne pochlebce brała, a utrapienia i bliskiego upadku Rzeczypospolitej nizacz sobie nie ważąc, tańcami, muzyką etc. się bawiła.

Obawiając się król Ludwik, aby Polacy za słusznymi przyczynami innego pana sobie nie szukali, mając królestwa dziedziczki własne dwie córce Kazimierzowe Annę i Jadwigę, wziął je do Węgier ze wszystkimi skarby, które im ociec odkazał, tam je niesłusznie z dziedzictwa odsądziwszy, nadto zhańbił, jakby były nie z własnej żony Kazimierzowej urodzone twierdząc, a to czynił, aby która za zacnego męża nie szła, który by o królestwo z nim czynił. Przetoż koronę z Krakowa, sceptrurt, jabłko, miecz i insze aparaty królewskie z sobą do Węgier zabrał. Wydano potem te królewne polskie za mąż: Annę grabi cylijskiemu, a Jadwigę książęciu styryjskiemu, hołdownikom węgierskim.

Tymi czasy Litwa nie tylko w Prusiech Krzyżakom (od których też za swe mieli), ale i w Polszcze wielkie szkody czynili, którym prze niebytność królewską Polacy odeprzeć nie mogli. Elżbietej królowej nic to pustoszenie ziemie nie ruszyło, choć była od panów napominana, przedsię ona w tańce, będąc już 80 lat starą, aż ją własne nieszczeście potkało. Węgrzy bowiem, którzy z królową byli, jako doma zwykli siano, owies (co na targ do Krakowa, albo komu na własną potrzebę przywożono) gwałtem brali, co by też Przedborza z Brzezia szlachcica cnotliwego nie potkało, sługam swym u bramy Stradomskiej strzec kazał, tam Węgrzy gdy się do siana rzucili, a słudzy Przedborzowi brać nie dopuszczali, powadzili się z sobą, a do broni Węgrowie i Polacy się rzucili, a gdy z obu stron mając pomoc, zapalczywiej się bili. Ku pośmierzeniu tego tumultu królowa Jaszka Kmitę z domu Śrzeniawa starostę krakowskiego posłała, który gdy miedzy nie rozwadzać wjachał, od Węgrzyna strzałą w szyję (drudzy piszą w czoło) postrzelony, nie dojachawszy do zamku umarł. Tudzież powinowaci i przyjaciele mścili się nad Węgrami zabicia Kmity, bijąc, siekąc nie tylko tych co je po ulicach potkali, ale i z gospód je wywłoczyli a bili, tak że tego dnia sto i sześćdziesiąt Węgrów w Krakowie poległo, ci tylko gardła swe zachowali, co na zamek uciec mogli. Trzy dni potem zatarasowany zamek stał, od ludu zbrojnego oblężony, Węgrzy w kościele Św. Franciszka w jednej kaplicy pochowani, którą i dziś węgierską zową. Działo się to roku 1377. Elżbieta królowa smutna do Węgier zaś jachała, Piotrowi Kmicie na uśmierzenie zabitego ojca Jaszka Kmity starostwo łęczyczkie dawszy, niedługo potem umarła w Budzyniu, tamże na wyspie w klasztorze pochowana.

Ludwik król węgierski i polski słysząc o srogim zburzeniu Polski przez Litwę, ruszył się z Węgier mając ludu niemało z sobą. Polskie też wojska pod sprawą Sandywoja z Subina starosty krakowskiego do Sędomierza się ściągnęły, gdzie król przybywszy Sendywoja z częścią wojska pod Chełmno posłał, którego też z innymi zamki wkrótce dostał. Sam król z drugą częścią ludu Bełz obległ, ale gdy Kiejstut książe litewskie w ugodę się z królem wdał, pokój uczynili. Na ten czas się trafiło, że się Węgrzy z Polaki powadzili, w którym rozruchu Piotr Szafraniec w twarz jest raniony, któremu za nadgrodę król dał zamek Pieskową Skałę, z której się i dziś Szafrańcowie piszą. Osadziwszy potem swymi Węgrami król zamki ruskich krajów (czego bronić próżno Polacy mieli), do Węgier odjachał, wymawiając się, że mu w Polszcze powietrze nie służy. Na miejsce swoje jednak Władzisława książe opolskie za gubernatora posłał, którego gdy Polacy bacząc to być przeciw prawam swym cirpieć nie chcieli, nazad musiał odjachać.

Tegoż roku 1377 Witolt syn Kiejstutów z młodu się w sprawy wojenne wprawując, serca dobrego młodzieniec, do Prus wtargnął, insterborski zamek z włościami jego poburzył i aż do Tapiowa wszystko spustoszył, z wielkimi korzyściami do ojca się wrócił. Kiejstut też nieznacznymi drogami przez Mazowszę na niespodziałe Prusy przypadł, a około Działdowa i Nidborku ale wszystkie poburzył, więźniów i korzyści wiele do Litwy zaprowadził.

Weinrykus mistrz pruski mszcząc się szkód swoich z wojskiem wielkim Krzyżaków podlaską, litewską, żmodzką ziemię okrutnie ogniem i mieczem wojował. Litwa nędzna fortylem ich umyśliła pożyć, gdyż mocą z nagła nie mogła. Spodcinali przeto drzewa na drodze i doły pokopali, a Barnem i liściem przykryli, gdzie gdy Niemcy przyszli, łatwie w samołowkach jedni pobici, drudzy poimani, mało ich, pomiatawszy łupy, uszło. Mało na tym mieli książęta litewskie Olgierd i Kiejstut, ale tudzież (wet za wet oddając) do Prus z zapalczywą Litwą wtargnęli, powiaty insterborski i sałowski okrutnie zwojowali, a szkody swe łupów i więźniów obfitością sobie nadgradzali. Bolało to Weinryka mistrza i innę bracią, przetoż zebrawszy co nawięcej ludu, osobnie kożdy z wojskiem swym na pustoszenie litewskiej ziemie ciągnął: Weinryk mistrz, marszałek jego Gotfryd z Lindy, kontorowie z Ragnety i z Balgi, brat Kune Hadenstein, z których każdy z wojski swymi nieprzyjacielską srogością wzajem Litwie oddawali, a z korzyściami wielkimi do Prus się wracali. A iżby dla najazdów litewskich przezpieczniejsza ziemia pruska była, dwa zamki Bartencurk i Demryn na granicy żmodzkiej mistrz pruski zbudował.

Na drugi rok 1378 mając z Niemiec pomocy niemałe mistrz pruski trzykroć ziemię litewską i żmudzką najeżdżał, że aż do Wilna Niemcy przychodzili i połowicę miasta spalili, drugą ledwie mieszczanie obronili, a gdy zamków wileńskich dobyć nie mogli, nazad z łupami się wrócili.

W tych czasiech strzelbę ogromną i straszliwą spiżę, którą działem zowiemy, ku zatraceniu wiela godnych ludzi jeden Niemiec u Wenetów wymyślił.

Weinrykus mistrz pruski spracowany przez 31 lat ustawicznymi a srogimi z Litwą wojnami, żywot z śmiercią przemienił w Malborku, tamże u Św. Anny w kościele pochowan.